Archiwa tagu: życie

Black obcas

Biała kawa, myśli brudne.

Kilka minut po godzinie trzynastej stoję w białym pomieszczeniu, zwanym w języku korporacyjnym socjalem. Jestem w pracy. Mieszam kawę powoli łyżeczką, dostojnie w prawą stronę, a w pokoju panuje cisza. Koledzy pracują w innych pomieszczeniach, zarząd ma swoje sprawy, a office manager’ka zapewne scroluje portale społecznościowe znanych blogerek poszukując inspiracji co do swojego stroju.
Mam chwile spokoju. To bardzo cenne chwile spokoju, bo pozwalają mi przestać myśleć o pracy i polecieć myślami w zupełnie inną stronę. Na przerwie najczęściej jem bądź dzwonię do swojej kobiety, dzisiaj jednak zrobiłam wyjątek i delektowałam się ciszą.
Stoję wyprostowana w „małej czarnej”, w lekko prześwitujących rajstopach,  przodem do szafek ,uginając jedną nogę do przodu tym samym dając odetchnąć trochę swoim stopą w obcasach. Każda kobieta spędzającą w tygodniu więcej niż 8 h w szpilkach wie o czym mówię. Wchodzi Janusz- nie wyglądający jak osoba pracująca w finansach, wręcz przeciwnie, raczej jak taksówkarz z gorszej korporacji. Zagaduje mnie, a ja patrząc na niego zastanawiam się jakie szczęście miał trafiając na kobietę, która utrzymuje jego dom rodzinny w ryzach. Dam sobie rękę uciąć,że to żona nosi spodnie w domu, a on je tylko zakłada do pracy. Przynajmniej na takiego faceta wygląda- co więcej mówi niż w rzeczywistości robi. Nie lubię takich, ale jako człowieka go szanuje.
Janusz przekazał to co chciał w niespełna trzy minuty i wyszedł zostawiwszy mnie samą, powróciłam do swoich myśli.

Bardzo ważne jest oby każdy dzień rozpoczynać we właściwych ramionach i kończyć na prawidłowych ustach. Praca, owszem jest bardzo ważna. W pracy spędzamy około 60% naszego życia, reszta to co przed i po, ale właśnie to „przed” i „po” tworzy nasz żywot jedynym w swoim rodzaju. Najszczęśliwszy ten kto dzień zaczyna u boku miłości, a jeszcze szczęśliwszy ten kto na to czeka.

Pieprzy mi się trochę w życiu rodzinnym. W głowie miesza mi się od dziwnych myśli. Mówię to co nie chce mówić, robię to co robić muszę. Nie wiem gdzie początek, gdzie koniec. Szukam na siłę rozwiązana na problemy których uniknąć się nie da. Zakładam maskę, a rozwala mnie od środka. Daj mi boże siłę, bo na wiarę chyba już za późno.

Wracam do pracy. Tak będzie najlepiej.

K z w

Naprawdę na dużo mnie stać.

Leżymy w tym łóżku,a ja nie chce odejść.
Doskonałość jej twarzy powoduje,że chce się
w niej zanurzyć. Piękna i niewinna.
Nie chce czekać, uwielbiam Ciebie taką niespodziewaną.
Twoje oczy takie smutne
przyjęły mnie nieskromnie i nim usnę chce Cię mieć na sobie.
Rozbroiłaś mnie na małe tysiąc kawałków.
I ja wcale tego nie chciałam.
Wcale o to nie prosiłam,ale
gdy Ty teraz leżysz obok mnie naga, w oczach z czułością, a
w dłoniach z oddaniem, wiem,że niczego bardziej nie pragnę na dany moment niż podarować Ci cały świat.
Jeśli zażyczysz sobie gwiazdy, to przeskoczę przez płot do sąsiada by mu je skraść.
Jeśli zapragniesz księżyca, to ukradnę linę Bruce’owi wszechmogącemu i przyciągnę go do Ciebie.
Zawołasz mnie o światło, to podpalę dla Ciebie miasto byś je ujrzała.
Krzykniesz o wiatr, będę za nim ganiać, a prosząc o wodę wrzucę Cię w ocean namiętności.
Kochanie jesteś tego warta.

Jak śpiewał Rojek naprawdę na dużo mnie stać. I chociaż imię twe niczym świeży letni owoc, widnieje w mych wpisach, to Malinka ma wiele innych smaków…

Na zegarku 2:31, emocje nie chcą spać i nie powinny czekać.

Zaryzykowałam, a teraz idę po zwycięstwo…

CDN.

 

Oliwkaa

I gdyby mój weekend był muzyką(…)Ty byłabyś zadziorną chrypką tego głosu.

I gdyby mój weekend był formą na ciasto,
to Ty byłabyś gęstą czekoladą, która go wypełniła.
Taką gęstą z nutką goryczy i posmakiem chili na końcu…

I gdyby mój weekend był muzyką, to byłaby to piosenka
chwytająca za serca z damskim wokalem , a Ty byłabyś
zadziorną chrypką tego głosu. 

Moje dwa dni uwolnione od żmudnej codzienności,
nie były ani formą na ciasto ani piosenką, 

były Tobą.

Od początku do końca.

28.03.2015

Znana ,ale spokojniejsza dzielnica Warszawy, po drugiej strony Wisły. Sobota.

Wchodzimy do zamkniętego osiedla z Panią od nieruchomości , typowo wyglądającą jak na swój zawód. Powściągliwą, roztrzepaną ,ale wciąż starająca się zachować odpowiednią co do wykonywanej funkcji postawę. Nowoczesny apartamentowiec w którym czuć jeszcze było zapach farby zabrał nas na siódme piętro. Pokój 351.
Weszłyśmy do środka , rozejrzałyśmy się i nic więcej nie trzeba było komentować. Dwu poziomowy apartament był tak jak na zdjęciu – prześliczny. Kilka formalności z agentką ,dwa podpisy , zapłata i na dwa dni stał się naszą własnością. Ja i dziewczyna z ogłoszenia.

Przebywając z jedną osobą sam na sam, po za klubem, miastem , bez towarzystwa, możesz dostrzec więcej niż Ci się wydawało. Nie rozprasza Cię otoczenie ani nie masz sprzyjających warunków do zakładania maski, masz wybór pomiędzy byciem sobą, a staraniem się o bycie sobą. Ja tamtego wieczoru starałam się być sobą gdyż najzwyczajniej w świecie krępacja wynikająca z braku całkowitego poznania drugiej osoby, wzięła górę. Jednak mimo wszystko te szczegóły , które zaobserwowałam potwierdziły wiele moich domysłów co do nowej osoby. Mam tzw. złoty strzał jeśli chodzi o wybór osób ,moja strzała zainteresowania zawsze wbija się w odpowiednią klatkę piersiową…

Biała pościel, Ty na niej , ja obok Ciebie.
Kobieta nigdzie tak dobrze nie wygląda jak na tle białej pościeli . Światło świec rozstawionych po całym mieszkaniu rzuca delikatny cień na jej ramiona, a ciemne ściany podają nam intymność jak na tacy.
Jest na mnie ,w ciemnej bokserce, a ja w środku przeżywam każdy jej ruch. Patrzę na jej ciało i zastanawiam się co nosi w sobie ten piękny umysł.

Nie potrzeba chwili abyśmy zdjęły zbędny bagaż ubrań i wplątały się w siebie niczym zgłodniałe uczuć.Jedna ręka w jej burzy brązowych włosów mocniej ściskająca każdy kosmyk, a druga na biodrach wpijająca się w skórę brzucha. Powolny oddech przeciskający się między ustami jak gdyby chciał skraść niewinność tych chwil. Czuje jej puls, jej rytm, ją, a tak niewiele się dotychczas wydarzyło. Trzymam jej twarz blisko siebie , przekręcam zdecydowanie ciało i mam już całe pod sobą. Tak jak najbardziej lubię. Odpinam stanik patrząc głęboko w oczy i widzę po spojrzeniu,że o coś chodzi. Że zablokowany jest jakiś element. Nie jest to nagość, nie intymność chwili, nie zły moment, a pewność. Pewność ,że to co robię jest tylko dla Niej. I z każdym głębszym pocałunkiem i dodatkiem chwili czuję jak ciepło naszych ciał scala się ze sobą. Zjadam ją kawałek po kawałku….jęk po jęku…. a brunetka nosząca piękno ciało z niebanalną urodą staje się kimś więcej niż nową znajomością.

 Mam Cię Kotku. Ty masz mnie. 

I Bóg mi świadkiem,że najpiękniejsze dni naszego życia to najczęściej noc.

 

 

Prywatna galeria.

Prywatna galeria.

 

Oliwka2

Prywatna galeria.

Me mała

Głos wrażliwości.

Moment kiedy zaczynasz kogoś kochać jest tak samo niespodziewanym momentem, jak ten w którym przestajesz.

To nie będzie kolejny wpis o ponętnych ustach moich byłych. To nie będzie też wpis o samczym zachowaniu w obcym stadzie. Nie opowiem o swej miłości, bólu, facecie,pracy …

 

…opowiem o źródle mych pokładów wrażliwości.

Jeśli masz gorszy dzień, Twój szef Cię wkurzył albo zwyczajnie masz dość życia. Nie czytaj tego. Załamiesz się jeszcze bardziej.

Byłam mała. Na pewno za mała na to oby rozumieć wiele na tym świecie. Miałam niespełna sześć latek gdy moja Mama zaczęła miewać problemy z Tatusiem (albo wtedy dopiero to dostrzegłam, nie wiem)Tatuś nie zawsze był dobry , chyba nawet był bardziej niedobry niż dobry.
Nie pił, nie ćpał, miał dobrze płatną pracę, ale nie miał szacunku do kobiety, która urodziła mu dwójkę dzieci. Brat starszy nie był najgrzeczniejszy, pomimo zapewniania warunków oraz miłości od obojga rodziców. Odziedziczył charakter chyba po ojczulku,więc Mama wszelkie ambicje o idealnym dziecku przełożyła na mnie.

I nie zawiodła się. Byłam bezproblemowym dziewczynką z gęstymi, brązowymi włoskami sięgającymi zza plecy z książką w jednej rączce, a z Mustangiem z Toy story w drugiej. Kochałam konie i miałam ich cały pokój. Lalki też, ale pluszaki oraz konie były fajniejsze. „Córeczka Tatusia, moja małpeczka!”- mówił na mnie Tata. Nie byłam córeczką Tatusia ,chociaż z wyglądu nie dało się zaprzeczyć,więcej odziedziczyłam po Tacie niż Mamie.
Byłam zdecydowanie córeczką Mamusi, która miała ze mną niesamowitą więź.Pierwszym wrogiem w mym życiu było dla mnie przedszkole, które rozdzieliło nas. Ja lubiłam przedszkole samo w sobie, kolegów, koleżanki, ale nie lubiłam tego,że nie ma w nim Mamusi. 

Mama też tego nie lubiła, bo za każdym razem gdy mnie odprowadzała miała łzy w oczach.

Ja też płakałam. Mama chyba widziała we mnie nie tylko swoją córkę, ale i przyjaciółkę. Mówiła mi bardzo wiele, przekazywała każdą emocję. I dobrą i złą. I uśmiech i płacz. Z biegiem czasu widzę,że to nie było dobre rozwiązanie. 

Pamiętam jesienny wieczór gdy leciała smutna piosenka, a Mama po pracy siedziała sama na kanapie.Bawiąc się z kotem przypadkiem przybiegłam do pokoju.
Patrzyła się smutnym wzrokiem w telewizor. Podbiegłam, położyłam główkę na jej kolanach i zaczęłam płakać. Ona wzięła mnie z podłogi na kolana i chowając głowę we mnie ,uroniła sporo łez. Płakałyśmy we dwie. 

Ona tego potrzebowała,a ja to czułam bardziej niż ktokolwiek na świecie.

 

Czternaście lat później.

Czerwony podjechał po mnie autem pod pracę. Wychodząc z biura sprawdziłam w kalendarzu,że mam do załatwienia kilka ważnych spraw na mieście. Zaproponował mi swoje towarzystwo choć podczas podróży był inny niż zwykle.Trzymał twardo ręce na kierownicy patrząc się cały czas przed siebie. W aucie panowała gęsta atmosfera, którą wręcz można było kroić nożem. Nie wytrzymałam w końcu i ściszając radio ,krzyknęłam:

- Zły jesteś,że nie mogę odpowiedzieć Ci tego samego? Czy o co chodzi?
-…
-Czy Ty możesz coś powiedzieć do jasnej cholery!
Zatrzymał nagle auto,zjeżdżając na bok. Zacisnął ręczny, zgasił silnik. Zauważyłam,że nie jest dobrze,złapał mnie za rękę i odwrócił twarz. Miał łzy w oczach. Facet, który bicepsem połamał by nie jednemu nos, popłakał się. Odrzuciłam torebkę na tylne siedzenie i go mocno przytuliłam. Zapytałam po kilku chwilach co się stało. Czerwony przetarł nos chusteczką i wyjął ze schowka wyniki badań nowotworowych. Wzięłam to do ręki i ujrzałam,że widnieje tam jego nazwisko lecz inne imię.

Otworzyłam szybko drzwi od auta, zdjęłam płaszcz. Mróz uderzył mnie mocno w twarz otrzeźwiając momentalnie. Kierowcy jadący wałem miedzeszyńskim zwalniali przy nas nie wiedząc co się dzieję.
-Wiesz,że nie jestem kobietą dla Ciebie i nigdy nie będę. Byłabym okropną suką gdybym na tle twoich trudności życiowych, okłamywała Cię. Ale wiedz,że cokolwiek się stanie będę przy Tobie. Nie ważne jako kto, po prostu będę. I nigdy w to nie wątp.

Przeklął głośno w niebiosa dając tym samym do zrozumienia,że go boli…boli mocno w środku. Faceci mają więcej emocji niż nam się wydaje. Wypuszczają je z klatki w dwóch sytuacjach- albo po alkoholu albo gdy są przyparci do muru.

Kur** jesteś niesamowitą dziewczyną…dziękuje... wyszeptał na ucho. Dziękuje….

 

Nie jestem.

Lesbian life

O chorej intensywności moich uczuć.

Niedzielne, leniwe popołudnie. Zastrzyk energii po całym tygodniu na nowym tydzień u boku najważniejszej kobiety dla mnie.

Niedziele są prze okrutnie dla mnie ważne, ponieważ pozwalają mi odłożyć wszystko na drugi plan i rozkoszować się daną chwilą. Oczywiście nie zawsze. Gdy jednak mam to szczęście zyskać wolny czas, to robię wszystko by spędzić go z bratnią duszą w czterech ścianach. Chodzić cały dzień w dresach i popisywać kulinarnie w kuchni ,gotując niezdrowe jedzenie. Oglądać filmy przez internet, kłócąc się uprzednio o najciekawszą fabułę. Czytać książki, a przynajmniej udawać,że się czyta, zerkając co chwilę na jej skupiony wzrok by móc to przerwać słodkim rzuceniem się w jej objęcia.

Niedziele są pięknie spokojne.

Leżę z moją byłą, obecną, przyszłą, niedoszłą czyli A. na łóżku. Ona jak zwykle gra na tablecie, a ja robię milion innych rzeczy naraz. Nagle dostaję sms’a. Odczytuje.

-Oddaj mi ten telefon.
-Coo? - odpowiadam zaskoczona.
-Oddaj mi ten telefon, słyszysz ? – powtarza agresywniejszym tonem z pół uśmiechem na twarzy przebijającym się pod zmarszczonymi brwiami.
-Oj A. ! Nie! -śmieję się z lekkim drżeniem w głosie ,trzymając jedną ręką telefon w górze, a drugą przytrzymując Ją. To jest mój telefon i mogę z nim robić co chcę, a tym bardziej pisać z kim chcę.
- Rozumiem! Bardzo dobrze,ale mogę sobie chyba poczytać rozmowy, jak domniemam z nową koleżanką ?
- Zawsze możesz, ale nie musisz - 
przekomarzam się. Oj to tylko koleżanka, przecież wiesz!
-Pokaż mówię !

Wstaję obciągając spodnie dresowe lekko w dół by poprawnie zwisały z bioder. Raz, dwa, trzy uciekam! A. biegnie za mną aż do końca samego mieszkania i dorywa mnie w łazience. Bierze na ręce i zanosi do pokoju.
Rzuciwszy mnie na łóżko, siada na mnie i macha palcem przed oczami. Mnie rozśmiesza to jeszcze bardziej.
- To nie jest dla Ciebie zwykła koleżanka. Twój wyraz twarzy mówi wszystko. Ja poznaje ten Twój wzrok , jest on inny. Taki maślany i pogodny. Gdy piszesz z kimś na kim Ci zależy to kąciki ust idą ku górze, a w telefon patrzysz jak w obrazek. Wręcz jakbyś flirtowała z komórką….

———————————————————————–

Ona zna mnie chyba za dobrze.
Kocham emocje, szukam emocji, walczę o nie, ale i nie potrafię ich ukryć. Czasem można ze mnie czytać jak z książki, bo wszystkie skrajne emocje przelewają się ze mnie jak woda z napełnionego już dzbanka.

Mam zimne dłonie pod którymi Twoje ciało napinało się i przekazywało mi ciepło.

Mam ciepłe usta, które w kontakcie z Twoimi zawsze stawały się gorące. 

Moje zęby wbijały się jak szalone w Twoją szyję, gdy tylko szeptałaś mi do ucha,że chcesz więcej miłości.

Zostawiałam na Tobie ślady wczorajszego dnia ,po to by nazajutrz wrócić po więcej.

Kładłam Twoją głowę na moim chudym obojczyku, bo wiedziałam ,że tam jesteś bezpieczna. Otulałam Cię moimi cienkimi ramionami, bo dla Ciebie były one twardsze niż górska skała.

Ocierałam łzy ze szczęścia i z bólu w Twoje cudownie potargane włosy. Brałam na ręce gdy nawet brakowało mi sił w nogach. Krzyczałam gdy rozpiep**ało mnie od środka. 

Widzisz Skarbie….bo ja nie boje się bólu, nie boje się. O chorej intensywności moich uczuć wiem tylko ja. 

Wczoraj stawałam,wbijałam,zostawiałam,kładłam,tuliłam,ocierałam,brałam,krzyczałam.

Mr

I jutro zrobię to samo. 

Nice

Kobieta z dwoma obliczami.

Myślę. Intensywnie myślę ,każdego dnia krążąc po wyżynach każdego zakamarka mej świadomości. To czasem boli jak muzyka znienawidzonego artysty, która leci na zdartej płycie non stop. Piosenka, której nie możesz wyłączyć, dźwięk którego nie możesz wyciszyć. Ał…

To nie jest zwykła piosenka, to nie są zwykłe słowa. Gdybyście tylko mogli zauważyć co siedzi w mojej głowie, czego słuchać muszę codziennie ,a czego słuchać nie chcę.

Mam w sobie dwie osoby, dwa światy, dwa oblicza. Nie, nie jestem schizofreniczką. Moja zdolność do odczytywania rzeczywistości i jej postrzegania jest nad wyraz dobra. Organ kierujący działa bez zarzuceń. To raczej problem siedzący głębiej w mentalności. Walka dwóch wilków , zmieszanie wody z ogniem.
Tego nie zrozumie zwykły Kowalski ani przeciętny Nowak. Tego prawdopodobnie nie zrozumiesz też Ty ,ale spróbuj.
To nie jest tak,że kobieta ubrana w uśmiech tryskająca energią jest szczęśliwa. Nienagannie wyprasowana koszula nie oznacza ,że ma spokojne i dostatnie życie. To tylko teatrzyk ,teatrzyk życia.

Każdego dnia wstajemy rano z przyszytym do pleców plecakiem pełnym doświadczeń, emocji, upadków, wzlotów, wspomnień o ludziach ,którzy odeszli, z szacunkiem do tych którzy pozostali. Kąpiemy się z nim , spacerujemy, chodzimy na studia, do pracy. Jest z nami nierozłącznie od zawsze.
Rodzice ,bliscy ,którzy chcą nas ochronić starają się by był on jak najlżejszy. To jest dobre, ale nie uczy pokory. Daję złudną pewność siebie, która przy pierwszej lepszej okazji zostanie utarta.

Ja też czuje w obowiązku chronić ludzi będących przy mnie.

Może stąd wynika moja dominacja. Gdybym tylko mogła zabrałabym każdy smutek ,każdą złość , każdy problem, kur** wszystko z ich pleców. By byli szczęśliwy , by żyli normalnie.

Ja sobie dam radę.

Chociaż nie zawsze. Przychodzą takie dni, takie momenty gdzie moje cienkie ramionka nie wytrzymują presji, a plecy się załamują. Wtedy najczęściej upadam emocjonalnie jak kamień rzucony w wodę. Nie jest łatwo się wybić,ale wybijam, gdyż teraz jestem tu gdzie jestem.
Pamiętam jak mi kiedyś ktoś powiedział „Milagro, ale całego świata nie zbawisz.”. Dając małą dygresje ,z biegiem czasu myślę,że był to ktoś mało inteligenty albo niespełniony życiowo. Nie chce zbawiać całego świata, nie chce zbawiać nawet połowy, w ogóle nie chce nikogo zbawiać. Chce tylko żeby było dobrze tak jak ten ktoś na górze nakazał. 
Między różnymi drogami, wieloma spojrzeniami dążę do idealizmu. Ja nie jestem łatwą kobietą i dobrze to wiem,ale gdy już z kimś wejdę na most przyjaźni bądź miłości ,trudno mi go zburzyć z byle powodu. Odchodzę, ale nie burze. Pewne fundamenty powinny trwać wiecznie. 

Jeśli kiedykolwiek zabraknie Ci siły spójrz na nią, na niego. Ten uśmiech wywołujesz Ty, nikt inny. Jesteś wygranym.