Archiwa tagu: warszawa

Smoke

A Ty ile zapłacisz za swoje marzenia ?

Przewracam kolejną kartkę dokumentu składając podpis pod operatem szacunkowym. Dyrektor biura T. stoi nade mną i sprawdzą swoim okiem czy oby nie pominęłam żadnej strony. Robię mu przysługę tym tematem, bo gdy finansowanie klienta idzie na mnie(moje nazwisko) teoretycznie ja powinnam mieć z tego prowizję, a praktycznie dostanie ją T.

Z czystej ciekawości czytam opis okolicy i dokumenty od kredytu. Niesamowite jest to, że kupując mieszkanie, kupujesz swoje marzenie. Własny kąt jest dla każdego człowieka stacją do której dąży. Jedni dostają w spadku, drudzy mają zapewnioną pomoc od rodziców, a trzeci jeszcze ciężko harują. To nie jest takie proste. Wydawałoby się,że marzenia nie można wziąć na kredyt i go potem spłacać. Spłacać każdego miesiąca, przez wiele szczodrych lat z presją noszenia na sobie ciężaru zobowiązania.

A jednak.

Marzenia kosztują jak wszystko inne. Żeby cokolwiek mieć musisz zapieprzać. Chyba, że jesteś obciążony bogatym zawodem „córki” lub „syna”. Wtedy nie poczujesz życia, bo na starcie już jest straciłeś.

Za darmo możesz tylko dostać w pysk albo kiepski seks na Mazowieckiej. 

***

Koniec zimy. Zmiana biura mojej firmy i otoczenia.

Wielka lutowa rekrutacja zakończyła się powodzeniem i nowe twarze na dłużej zasiadły na swoich początkujących stanowiskach. Pojawiła się Pani typu szara myszka- wiecznie z boku, Pan Tata zawsze otwarty i jeden przemądrzały grubasek. Nigdy nie miałam nic i nie mam do osób otyłych, ale 99.9 % puszystych facetów mądrzy się. Nie lubię takich osób, więc szybko go gaszę, w końcu jestem dłuższa stażem, więc mogę. A co!
Wybieram sobie miejsce na swoje biurko. Najlepiej pod oknem, ale nie mam pewności czy ktoś już sobie tam miejsca nie zarezerwował. Podpytuje N. (mojego szefa, a jednocześnie kolegę) -Wy tu będziecie siedzieć czy tu będzie wolne? Nie ukrywam,podoba mi się widok na Warszawskie ulicę.
-Bierz, nasz pokój zaraz będzie gotowy. Na chwilę tutaj jesteśmy. Pomyśl na kogo chcesz mieć widok, czy na chłopaków czy na okno.
- Jedno i drugie z czasem stanie się mniej atrakcyjne.
-Zgadza się.- uśmiecha się lekko.
- Biorę pół na pół !
Brązowe biurko, słońce lekko wpadające z rana na dokumenty, odpoczynek dla oczu, reset dla mózgu, cały open space w moim zasięgu. Wszyscy za mną , nikt przede mną. Lubię to.

Kobieta kot zawsze znajdzie dla siebie odpowiednie miejsce, czy to w pracy, czy tu boku dobrego mężczyzny. Zawsze.
Jeśli nie znajduje znaczy, że nie chce.

***

Leżała koło mnie tego wieczoru całkiem niewinna. Próbowałam skupić myśli na koncepcjach ekonomii teorii zarządzania, ale nie mogłam. Literki, słowa mieszały się jak dzieci w gromadce. Czytałam dwa wersy do końca i od początku. Nawet nie wiedziałam kiedy zleciała prawie godzina, odkąd czytałam jedną i tą samą stronę.
Zawsze gdy śpi wygląda dziewczęco. Zasypiając ma lekki grymas, który po bliższym zapoznaniu można łatwo skojarzyć z jej upartym charakterem i niezależnym podejściem do świata. Samotna wilczyca…Nikt jej nic nie może powiedzieć, nikt jej nic nie może zarzucić, nie można jej zatrzymać – cała A.
Odłożyłam papiery. Poszłam do łazienki by zmyć jak najszybciej makijaż i szybko dołączyć do Niej. Przebrałam się w piżamkę i weszłam do łóżka. Od razu zauważyła moją obecność i zaakcentowała muśnięciem swoich warg tak jakby przez sen. Kocham ją. Kocham Ją jak nikogo innego nie kochałam. Nasza miłość jest trudna i dopiero kiełkuje, ale w cudowny sposób. Splątałyśmy jak zwykle nóżki. Schemat „ona na mnie, a ja w nią” jest grany co wieczór, zazwyczaj z Buldogiem koło głowy w pakiecie.
Położyłyśmy głowy obok i oddychałyśmy swoim powietrzem. Ja zamknęłam oczy by zatrzymać chwilę. Chwilę, która wsiąknęła we mnie, kopnęła i wycisnęła łzy. Jestem emocjonalnym wrakiem, ale przysięgam, że łatwo tej dziewczyny nie opuszczę. 
Chcę.
Ją.
Tylko.

_____ _____ _____ _____

Przepraszam, że nie potrafię się rozdwoić, ale mam brzydką cechę zwaną perfekcjonizmem.
Wszystko co robię pochłania mnie całą.
Najpiękniejsze momenty wole przeżywać, bo pamiętajcie, że świat nie potrzebuje romantyków, którzy zaraz to po miłości chwalą się Nią w około. Miłość nie unosi się pychą.
Wy też zachowajcie ją dla siebie, bo tylko wtedy to ma sens.

Reszta pryśnie jak bańka.

Do usłyszenia wkrótce.

Girl wild

Raz jestem. Dwa będę. Trzy, a Ty?

Nigdy nie byłam do końca „normalna”. Nigdy nie mogłabym być z normalną osobą. Nauczyłam się kochać tylko mocne emocje, nauczyłam się pić tylko te mocne trunki. Nie schodzę niżej.

Dlatego.

Jestem.

Tu.

Gdzie jestem.

Napijemy się ?

Ok. Nie było mnie trochę. Bardzo duże „trochę”, ale żyłam, żyłam bardzo mocno. Jak każdy z Was mam swoje obowiązki, jak każdy z Was wracam w domu po godzinie 18-stej z jedynym marzeniem szybkiego powrotu do łóżka. Ale nie zapomniałam o Was. Co trzeci dzień wchodziłam na bloga by sprawdzić czy wszystko w porządku.

Niestety kocham pisać, jeszcze bardziej niż kocham mówić. Musicie mnie znieść.

Chociaż i ja

ledwo

siebie

znoszę.

:)

Grey

To ważne, jak wszystko się kończy, lecz ważniejsze jak zaczyna.

W swoim życiu spotkasz wielu ludzi. Będziesz miał/a mnóstwo kumpli, kolegów, znajomych. Jedni Cię zawiodą mniej, drudzy bardziej, a Ci, którzy zostaną skreśleni już na samym początku zostaną z Tobą do końca.
Jedno jest pewne- wyjątkową osobowość spotkasz tylko raz i to prawdopodobnie będzie ten moment w którym zmienisz swoje życie diametralnie.

Dr Carl Jung powiedział, że spotkanie dwóch osobowości podobne jest do kontaktu dwóch substancji chemicznych : jeżeli nastąpi jakakolwiek reakcja, obie ulegają zmianie. I ja się z tym absolutnie zgadzam. Bo to nie będzie zwykła persona, to będzie ktoś kto spowoduje, że uwierzysz w siebie tak po prostu, zwyczajnie.
Zrozumiesz, że życie, które do tej pory prowadziłeś/aś było splotem oczekiwań ludzi wokół Ciebie, a nie tym czego pragniesz. Dasz sobie drugą szansę i słusznie – bo to będzie TA SZANSA.

Nie spieprz tego.

___

W zeszłym roku o tej porze byłam w zupełnie innym punkcie swojego życia niż jestem dzisiaj. Zawodowo stawiałam pierwsze kroki w dużej korporacji, poznawałam świat wilków finansjery, zaczęłam otaczać się innym (nie gorszym, nie lepszym) towarzystwem. Rok dwa tysiące czternasty- piętnasty, był sam w sobie rokiem zmian, destabilizacji, zmian kierunków w życiu.

Pojawiła się też Ona, brunetka w jeansach. Zamieszanie, zmiany – wszystko w jednym. Uciekałam jak głupia, a jednocześnie trzymałam kurczowo za rękę, bo chciałam pokazać to co mam najpiękniejszego – czyli swój świat. Nie było łatwo i do dzisiaj nie jest, bo nie lubię łatwych kobiet, a Ona jest tego świetnym przykładem. Przetrwałyśmy najtrudniejszy okres w którym jedną nogą byłam w przeszłości, a drugą w teraźniejszości. Kobiecie po rozstaniu bardzo ciężko jest wrócić do normalności szczególnie gdy wcześniej trudno było przekonać ją do związku. To tak jakby ta sama książka miałaby być pisana na nowo…od tyłu…do górny nogami. Niemożliwe, a da się. Tylko kobieta ma takie możliwości.

Wróćmy do grudnia 2015.

___

Dobra był listopad O. !- klepnął mnie delikatnie po ramieniu szef i wyszedł z pokoju dla doradców. Uśmiechnęłam się do monitora nie odwracając głowy do nikogo. Sukcesy zawodowe najlepiej świętować w sobie i podchodzić do wyniku jak do niczego nadzwyczajnego, to buduje komfort podczas świetnego miesiąca i zapewnia spokój podczas gorszego. A internet młodego coachingu powiada – „Pracuj po cichu, niech sukces krzyczy za Ciebie”. I ja się z tym zgadzam.
Grudzień w pracy zamknęłam na dobrym poziomie. Nie na najlepszym, ale na dobrym. Nie mogłam pracować dłużej niż dwa tygodnie, ponieważ koło 18- stego wyjeżdżałam do Austrii do rodziny.

Urlop w ostatnim kwartale roku był moją wisienką na torcie. Potrzebowałam tego bardzo mocno.

___

Sylwester 31.12.2015
Linz, Austria

W ostatni dzień roku, zza oknem poprószył śnieg. Przygotowania do Nocy Sylwestrowej były bardzo nerwowe, ale trudno było tego uniknąć, trzy eleganckie kobiety szły do rodziny, a potem na miasto by pożegnać stary rok. Ja, Ciocia oraz Ona czyli Moja Malinka, która sprezentowała mi swój przyjazd do Austrii i towarzyszyła mi w tym ważnym dniu.

Chwilkę przed dwudziestą siedzimy przy okrągłym stole nakrytym specjalnymi przystawkami oraz daniami charakterystycznymi dla tego regionu i popijamy dobre trunki. Jest już nas więcej. Jest mój Tata, jego kobieta, Wujek, Ciocia i kilka innych osób. Dla mnie najważniejsza jest jednak Ona. Nie pokazuje tego, ale wewnętrznie bardzo przeżywam jej pobyt w moich rodzinnych stronach. Jest to dla mnie jak katharsis, a jednocześnie odkrycie bardziej siebie. Pokazując komuś obcemu, a jednocześnie tak bliskiemu swój skarb, emocje, bliską rodzinę, ryzykujemy sporo, ale i od górnie zyskujemy. Nikt nie wie co dalej będzie, z danej chwili możesz wyciągnąć wszystko i nic.
Ja, wrodziłam się bardzo w rodzinę Taty. Jego siostra mogłaby być bez problemu moją Mamą. Łączy mnie z nią nie tylko zachowanie, ale i styl, postrzeganie świata, klasa i nonszalancja. Ciocia pomimo wspaniałej rodziny, sama sobie jest sterem i okrętem. Od kiedy stąpam na tym świecie nie widziałam jej nigdy w spodniach, a od zawsze nosi je w małżeństwie. Pracuje, planuje, wylicza, weekendami gotuje, wygląda, zachwyca, olśniewa, rozwija się. Jest lekarzem. Musi i chce, ale uwierzcie mi, że wszystko robi perfekcyjnie.
Jest dla mnie moim celem i chodzącym przykładem. Chciałabym być taka jak ona.

-Jesteś Skarbie bardzo podobna do Cioci- powiedziała Alex tamtego wieczoru. W środku czułam się dumna. Na zewnątrz podziękowałam. Całą uwagę poświęcałam jej wyglądowi. Biało-czarna sukienka opinała jej szczupłe ciało, ciemne rajstopy dodawały klasy, a delikatne loki opadały na ramiona, zawijane co chwile za ucho by nie wpadały do talerza. Naturalnie, piękna. Bez ingerencji lekarza, igły czy tony makijażu. Chciałam wstać i powiedzieć wszystkim wokół ,że tak ! To moja dziewczyna, moja połówka! Ale nie mogłam…Siedziałam w czarnej długiej sukni, trzymając nogę na nogę, popijałam Tullamore dew z podwójną colą i byłam szczęśliwa. Jest tam ze mną.
Gdy wystrzeliły petardy wszędzie wokół ,miałam łzy w oczach.

 

Ze szczęścia Panie Boże, ze szczęścia…

1456888_634689383243561_9846022_n

Witam w 2016. 

Black obcas

Biała kawa, myśli brudne.

Kilka minut po godzinie trzynastej stoję w białym pomieszczeniu, zwanym w języku korporacyjnym socjalem. Jestem w pracy. Mieszam kawę powoli łyżeczką, dostojnie w prawą stronę, a w pokoju panuje cisza. Koledzy pracują w innych pomieszczeniach, zarząd ma swoje sprawy, a office manager’ka zapewne scroluje portale społecznościowe znanych blogerek poszukując inspiracji co do swojego stroju.
Mam chwile spokoju. To bardzo cenne chwile spokoju, bo pozwalają mi przestać myśleć o pracy i polecieć myślami w zupełnie inną stronę. Na przerwie najczęściej jem bądź dzwonię do swojej kobiety, dzisiaj jednak zrobiłam wyjątek i delektowałam się ciszą.
Stoję wyprostowana w „małej czarnej”, w lekko prześwitujących rajstopach,  przodem do szafek ,uginając jedną nogę do przodu tym samym dając odetchnąć trochę swoim stopą w obcasach. Każda kobieta spędzającą w tygodniu więcej niż 8 h w szpilkach wie o czym mówię. Wchodzi Janusz- nie wyglądający jak osoba pracująca w finansach, wręcz przeciwnie, raczej jak taksówkarz z gorszej korporacji. Zagaduje mnie, a ja patrząc na niego zastanawiam się jakie szczęście miał trafiając na kobietę, która utrzymuje jego dom rodzinny w ryzach. Dam sobie rękę uciąć,że to żona nosi spodnie w domu, a on je tylko zakłada do pracy. Przynajmniej na takiego faceta wygląda- co więcej mówi niż w rzeczywistości robi. Nie lubię takich, ale jako człowieka go szanuje.
Janusz przekazał to co chciał w niespełna trzy minuty i wyszedł zostawiwszy mnie samą, powróciłam do swoich myśli.

Bardzo ważne jest oby każdy dzień rozpoczynać we właściwych ramionach i kończyć na prawidłowych ustach. Praca, owszem jest bardzo ważna. W pracy spędzamy około 60% naszego życia, reszta to co przed i po, ale właśnie to „przed” i „po” tworzy nasz żywot jedynym w swoim rodzaju. Najszczęśliwszy ten kto dzień zaczyna u boku miłości, a jeszcze szczęśliwszy ten kto na to czeka.

Pieprzy mi się trochę w życiu rodzinnym. W głowie miesza mi się od dziwnych myśli. Mówię to co nie chce mówić, robię to co robić muszę. Nie wiem gdzie początek, gdzie koniec. Szukam na siłę rozwiązana na problemy których uniknąć się nie da. Zakładam maskę, a rozwala mnie od środka. Daj mi boże siłę, bo na wiarę chyba już za późno.

Wracam do pracy. Tak będzie najlepiej.

Naked

O dziewczynce, która nie chce chłopca.

Pisałam o kobietach.
Swoich, nieswoich, obcych, moich, byłych, niedoszłych, młodszych….
Brunetkach (bo mam słabość), blondynkach, rudych, szatynkach…

Nie pisałam dawno o mężczyznach,a wiele z Was zadaje mi pytania, czemu, skoro jestem biseksualna, o nich nie piszę.Odpowiedź jest aż nazbyt prosta. Moje życie z testosteronem mogłabym nazwać trzema tematami : Byli, niedoszli, koledzy, a cała reszta to tło. Dzisiaj sięgnę do worka z napisem byli i opiszę sytuację dla mnie bardzo świeżą.

Usiądź wygodnie.

___

Sto dziewięćdziesiąt centymetrów zamknięte w brunecie z dużymi dłońmi i ciekawym spojrzeniem. Nie chudym, dobrze zbudowanym, ale bez wyraźnej linii mięśni.

P.pomimo braku sześciopaku na brzuchu zawsze miał powodzenie u kobiet. Dziewczyny zaraz po grach były jego ulubionym zajęciem, wręcz pasją tak jak dla poniektórych sport czy gotowanie. Traktował je z osobliwą wyjątkowością jak przystało na wrażliwego misia w opakowaniu łamacza serc,ale wstrętnym kłamstwem byłoby napisanie,że z każdą niewiastą spędził więcej niż kilka randek. Wyjątki jego długiego dystansu stosowane były tylko wtedy gdy się zakochał, resztę na starcie można przypisać lekką ręką jako romans…

Odzew po pół roku celibatu od siebie: 20 czerwca „Przyjedź do mnie, jestem sam Kociaku”-brak reakcji. 15 lipca „Wiesz gdzie teraz jestem ? W miejscu w którym i Ty powinnaś być ze mną. W łóżku.”- brak reakcji.
Sierpień, kolejny wspólny ranek u boku mojej źródła mej miłości i nowych czterech łap w mieszkaniu. Charakterystyczny dźwięk inicjujący przyjście nowej wiadomości na facebook’u . Oczywiście Pan P. ” Co słychać u mojej ulubionej koleżanki ? Nie chce Cię zadręczać, ale może miałabyś ochotę spotkać się i opowiedzieć co u Ciebie, odpisz i życzę udanego tygodnia Zołzo”. Nie myśląc zbyt długo nad odpowiedzią, mówię swojej Malince o propozycji byłego, o którym słyszała wiele złego i dobrego. Królowa rzucania ukrytych aluzji o zazdrości nieprzychylnie patrzy na moje zachcianki, ale po dłużej rozmowie sugeruje bym zrobiła to co uważam za słuszne.

Więc zrobiłam.
Umówiliśmy się.

Przyjechałam autobusem, a P. wyszedł po mnie na przystanek. Był upał, gorąc. Miałam na sobie krótkie szorty, białą przewiewną koszulę i dołożyłam eleganckie klapki. Słowo eleganckie wstawiłam nie przypadkiem gdyż poruszanie się po centrum w sportowych japonkach jest dla mnie wielkim faux-pas ,podobnie jak jechanie roznegliżowaną w metrze. Do swojego stroju dziennego w wielkim mieście mam wyodrębnione zasady,których się trzymam od nastoletnich lat.
Wychodzę z autobusu, podnosząc lekko aviatory z nosa by w żarze słońca dostrzec większa posturę przyglądającą mi się z błogim uśmiechem. Jest i on. Przytył, ale i zmężniał. Nie widzieliśmy się ponad dwa lata, a on nadal podobnie pachnie.

-O. ślicznie wyglądasz -powiedział obejmując mnie mocniej. Zawsze to robił na przywitanie.
-P. skłamałabym odpowiadając,że Ty również,ale jest dobrze. Prawie dorównujesz mi…
-Tęskniłem za tymi słowami, bardzo ! Sarkastyczna żmijo….Uśmiechnął się szeroko, a ja w oczach miałam iskierki dumy. Bycie sobą przysparza mi dużo radości.
-Idziemy do mnie ?-zapytał, a na mojej twarzy namalowała się zdziwienie.
-Nie P., idziemy na spacer, czasy chodzenia do Ciebie myślę,że się skończyły.
Objął mnie ponownie ,uprzednio śmiejąc się w głos. Zmieszał się, ale nie dawał tego po sobie poznać.
-Milagro źle mnie zrozumiałaś ! Kupiłem ciasto.
Jest moja Babcia, która Cie bardzo lubi , myślę,że z wzajemnością. Chodźmy na chwilę do mnie, a potem pójdziemy na spacer.Zgoda?
Poszliśmy. Jego Mama jak zwykle serdecznie przywitała mnie, a Babcia rzuciła miłe słowa. Usiedliśmy w jego pokoju. Nie podobało mi się to i chciałam jak najszybciej wyjść. Czułam się zbyt intymnie, nieswojo. Co rusz, patrząc się na inny przedmiot, do moich myśli przeciskały się wspomnienia drące teraźniejszość.
Nie wytrzymałam. Wstałam, wzięłam torebkę do ręki i skierowałam się do wyjścia. Otwierając drzwi wpadałam na P.
-A Pani gdzie się wybiera?-zaskoczył mnie. Powiedziałam mu prawdę,a jemu ona bardzo przypadła do gustu. Skierował mnie z powrotem do środka, zapraszając bym usiadła na łóżku.

Mówił, opowiadał, ciągle mówił. Robił czasem przerwę na to by usłyszeć co u mnie, ale gdy tylko otwierałam usta kwitował „Nie muszę Ciebie słuchać by wiedzieć,że się zmieniłaś. Wystarczy na Ciebie spojrzeć Pani Makler” i tak zakańczała się moja wypowiedź. Niepozornie podczas opowiadań przysuwał się do mnie. Widząc to, ja odsuwałam się od niego. Zabawa w kotka i myszkę ciągnęła się dosyć długo. P. liczył na coś czego otrzymać nie mógł, a mi tylko ciśnienie skakało na tyle bym robiła się co raz bardziej nerwowa.

Zadzwonił telefon. Wstałam z łóżka i przeczytałam na ekranie tylko dwa słowa „Tatuś K…..k”. Tylko nie w tym momencie !- pomyślałam. On i Mama mają wyjątkową zdolność do dzwonienia w nieodpowiednim momencie.
Odłączyłam połączenie, odwróciłam się i zobaczyłam P. bez koszulki -Co ty kur%a robisz ? - krzyknęłam . Objął mnie jak dziecko pod pachami i kierował swoje ręce do góry, po to by zdjąć mi koszule. Odepchnęłam go, a on nadal parł. Zrobiłam to samo jeszcze raz, tyle, że dwa razy mocniej. Zamilkł nic nie mówiąc. A ja już nic nie mogąc zatrzymać, wybuchłam.

-Posłuchaj mnie napalony samcu ! Jeszcze raz złapiesz mnie w ten sposób i zaczniesz napierać na cokolwiek, a moja ręka wyląduje na twojej szczęce. P. do jasnej cholery, czy Ty nie rozumiesz,że jestem zajęta? Że nareszcie mam kogoś na kim mi zależy? Co Ci odbija ? -  krzyknęłam. Jestem pewna ,że jego rodzina słyszała przynajmniej połowę mych słów.
-O. przestań krzyczeć, przestań. Ja chcę tylko się przytulić, nie mogę?
-Nie, nie możesz….Wychodzę.
-Zostań - dodał.
-Nie mam dla kogo.
-Zawsze odchodzisz.
-Dla wybranych wracam – zaczęła męczyć mnie ta wymiana zdań.
-Ona jest wybraną?
-Na litość boską, nie wiem!

Kiwnął głową niepewnie aprobując zrozumienie. Założył t-shirt, odsunął się ode mnie. W pokoju zapanowała niezręczna cisza, którą musiałam przerwać:
-Ech… Nie wiem czy będę z Nią tydzień czy dwa. Nie mam pewności czy jest osobą której mogę zaufać, która nie okaże się błędną inwestycją za którą będę płacić miesiącami, latami…ale chce tego….chce ponieść to ryzyko. Nie mogę spieprzyć tego,bo mój były przywitał mnie z otwartymi rękoma. Jestem dużą dziewczynką, a nie rozwydrzoną dziewuchą. To mnie rozróżnia, bo wiem czego chce,a czego nie.

Ufa mi, a ja nie mogę jej tego zrobić, muszę ją chronić. 

Przetarł twarz rękami, a ja myślami byłam między jej ramionami. Miałam niesamowitą potrzebę przytulenia jej. 
Odparł od niechcenia i trochę z grzeczności :
-Mam nadzieję,że będziesz ją chroniła równie dobrze jak swoją poprzedniczkę….

Czuły punkt.

-Będę bardziej…-pomyślałam.

Szyja

Moja odpowiedzialność.

Przychodząc na świat jesteś sama. Odchodząc z tego świata jesteś sama. Samotność jest nierozłącznym elementem naszej egzystencji. Ludzie przychodzą i odchodzą.

Ja od młodego wieku byłam samodzielna. Mama mi często opowiada o tym, że tak bardzo chciałam sama czytać mając niespełna kilka latek ,że gdy brała wieczorem lekturę do ręki to musiała przestać czytać ,bo popadałam w histerie nie mogąc robić tego co ona.

Nie lubiłam gdy czytała, chciałam przecież już sama. Czas mijał, a malutka dziewczynka w brązowych gęstych włosach w przedszkolu czytała najpłynniej ze wszystkich grup.

Bo chciałam sama.

___

Nie ma nic złego w samotności zwłaszcza dla ludzi kreatywnych,którzy najlepiej się czują we własnym towarzystwie.

Ludzie często mylą osamotnienie z samotnością. Jak rzekł pewien autor „można być samotnym w tłumie” i ja się z tym zgodzę.

___

Wstajesz rano, budzi Cię budzik. Albo przestawiasz go o kilka minut licząc na nadrobienie zerwanej nocy w 10 zbędnych minut albo wstajesz od razu. Kręcisz się, odkrywasz, przykrywasz i w końcu powstajesz z łóżka idąc do łazienki po drodze wypijając zalecaną szklankę wody.
Pod strumieniami wody przebudzasz się, myśląc o obowiązkach nadchodzącego dnia. Byle do weekendu „jakoś dam radę”, „dzisiaj położę się wcześniej”. Wychodzisz spod prysznica, w biegu częstujesz swoje ciało drogimi kosmetykami kupionymi na przecenie.Do tego makijaż, wybranie odpowiedniego ubrania oraz szybki jogurt grecki z musli i wychodzisz. Jeszcze przed wyjściem tylko dwa psiknięcia perfum. W windzie upewniasz się czy masz klucze, dokumenty, kluczyki od samochodu, słuchawki, a w drodze do pracy scroolujesz facebook’a by zmotywować swoje chęci jakimś dobrym utworem, niezłym cytatem czy zabawnym zdjęciem.

Nie jest źle. W pracy mija Ci szybko 8 godzin. W czasie przerwy trochę obgadujesz koleżanki, kolegów, zmiany w korpo robocie . Stuka na zegarku 16-sta, a Ty wychodząc z biurowca umawiasz się na wieczornego drinka z jakimś samcem. Przypominasz sobie raptem o siłowni, zumbie srumbie , studiach – w myślach mówisz – Jutro się tym zajmę.

Wieczór centrum miasta, ta sama knajpa, podobny scenariusz. Rozmowy o pracy, życiu towarzyskim, modnych gadżetach, między wierszami rzucone komplementy, po 22-giej powrót taksówką do domu już w lepszym, lekkim humorze.

I jest dobrze i niczego Tobie nie brakuje. I masz swój świat, swoje klocki, zero zobowiązań, same przyjemności. Niepotrzebny chłopak, niepotrzebna dziewczyna. Wszystko samo dobrze się zazębia.

Jest dobrze.

Niemiłość

 

Ale mówią,że może być lepiej. Mówią : „Weź nie bądź taka niezależna,silna kobieta. Podziel się swoim światem, nie bądź taka oschła”. I nawet mając duże pokłady realnego spojrzenia na stan rzeczy, nadchodzi moment w którym zastanawiasz się czy oby na pewno w Twoim życiu jest wszystko czego potrzebujesz. Myślisz, czego wciąż Ci brak. Może wypełnianie tej pustki markowymi ubraniami lub weekendowymi wypadami poza miasto przynosi tylko chwilową przyjemność. Może na świecie istnieje 36.6, które zrozumie Twoje potrzeby. Wahasz się, ale nie zatrzymujesz. Lecisz dalej.

I nagle, boom. Pojawia się TA osoba. Nie jest to człowiek z krwi i kości. O nie, nie ! To Ktoś wyjątkowy, to piękna istota, inna niż wszyscy. I nieważne co mówią, dla Ciebie nie ma to najmniejszego znaczenia, bo Ty widzisz po swojemu. I nie liczy się dla Ciebie całość, a każdy najmniejszy drobiazg. Kogoś spojrzenie, jedzenie posiłków, ruchy dłońmi, zapach ciała, pewny krok – to wszystko powoduje,że się fiksujesz.

Wpadłeś/łaś po uszy.

I jest lepiej, dużo lepiej. 

I już poranki wydają się inne, muzyka w słuchawkach lepsza i chociaż pojawiają się pewne trudności to nie należy się ich bać. Odpowiedzialność nie boli. Zaangażowanie jest fajne.

Pamiętam pewne kwietniowe popołudnie, kiedy wracałam z pracy i spotkałam swoją koleżankę z innego biura na przystanku.
Krótka, bez polotu, prosta rozmowa.
„-A opowiadaj co u Ciebie Milagro, jak praca w nowym biurze?
-Dziękuje,że pytasz. Bardzo dobrze. Zgrane męskie towarzystwo, produkt trochę trudniejszy, ale ten sam rynek, więc myślę,że dam radę.
-Zdolna jesteś, więc na pewno !

Zapada niezręczna cisza.
-A co u Ciebie Kaśka, jak z Marcinem ?
-(…)Daj spokój, już mam go dosyć. Ja to Tobie zazdroszczę. Wolna, młoda, atrakcyjna, pewna siebie- nie baw się w żadne związki to same kłopoty.
-Kasiu, co Ty za głupoty opowiadasz? Nie wszyscy są Marcinami. Jeżeli ma się przy sobie odpowiednia osobę to związek jest cudowną sprawą.
-Mówisz tak,bo pewnie cwaniaczko masz już kogoś na oku. Widzę już ten błysk w oku ! Racja?
-Nikogo nie ma….
Uśmiechnęłam się szeroko, pożegnałam i wsiadłam to tramwaju. Oczywiście,że już ktoś wtedy był….;)

Osoby z mojego środowiska boją się zobowiązań, bo wszystko utożsamiają na podstawie własnych doświadczeń. Nie wchodzą w związki, bo tak bezpieczniej. Nie zmieniają słabej pracy, bo nie znajdą lepszej. Nie chodzą do lepszych knajp, bo tam „dziwne” towarzystwo. Snują swoją przyszłość na podstawie przebytej przeszłości, która już nigdy nie wróci. Niby żyją, ale stoją w miejscu.

A ja? Ja mam naturę singla. Lubię spać w podwójnym łóżku sama. Lubię chodzić własnymi ścieżkami. Mimo wszystko kocham się rozwijać, a do tego potrzeba mi odbicia w drugich oczach.
Nie boje się odpowiedzialności,bo ona jest wpisana w cenę. W cenę posiadania kogoś wartościowego, w cenę polepszania jakości życia, w cenę budowania własnego „ja”.

Nie umiem nie ryzykować, dlatego teraz w łóżku obok pary zgrabnych szczupłych nóg , które zaskakują mnie każdego dnia, pojawiły się nowe, psie łapki.

Przywitajcie Tommiego, on już Was lubi.

 Oli