Archiwa tagu: relacje

Black obcas

Biała kawa, myśli brudne.

Kilka minut po godzinie trzynastej stoję w białym pomieszczeniu, zwanym w języku korporacyjnym socjalem. Jestem w pracy. Mieszam kawę powoli łyżeczką, dostojnie w prawą stronę, a w pokoju panuje cisza. Koledzy pracują w innych pomieszczeniach, zarząd ma swoje sprawy, a office manager’ka zapewne scroluje portale społecznościowe znanych blogerek poszukując inspiracji co do swojego stroju.
Mam chwile spokoju. To bardzo cenne chwile spokoju, bo pozwalają mi przestać myśleć o pracy i polecieć myślami w zupełnie inną stronę. Na przerwie najczęściej jem bądź dzwonię do swojej kobiety, dzisiaj jednak zrobiłam wyjątek i delektowałam się ciszą.
Stoję wyprostowana w „małej czarnej”, w lekko prześwitujących rajstopach,  przodem do szafek ,uginając jedną nogę do przodu tym samym dając odetchnąć trochę swoim stopą w obcasach. Każda kobieta spędzającą w tygodniu więcej niż 8 h w szpilkach wie o czym mówię. Wchodzi Janusz- nie wyglądający jak osoba pracująca w finansach, wręcz przeciwnie, raczej jak taksówkarz z gorszej korporacji. Zagaduje mnie, a ja patrząc na niego zastanawiam się jakie szczęście miał trafiając na kobietę, która utrzymuje jego dom rodzinny w ryzach. Dam sobie rękę uciąć,że to żona nosi spodnie w domu, a on je tylko zakłada do pracy. Przynajmniej na takiego faceta wygląda- co więcej mówi niż w rzeczywistości robi. Nie lubię takich, ale jako człowieka go szanuje.
Janusz przekazał to co chciał w niespełna trzy minuty i wyszedł zostawiwszy mnie samą, powróciłam do swoich myśli.

Bardzo ważne jest oby każdy dzień rozpoczynać we właściwych ramionach i kończyć na prawidłowych ustach. Praca, owszem jest bardzo ważna. W pracy spędzamy około 60% naszego życia, reszta to co przed i po, ale właśnie to „przed” i „po” tworzy nasz żywot jedynym w swoim rodzaju. Najszczęśliwszy ten kto dzień zaczyna u boku miłości, a jeszcze szczęśliwszy ten kto na to czeka.

Pieprzy mi się trochę w życiu rodzinnym. W głowie miesza mi się od dziwnych myśli. Mówię to co nie chce mówić, robię to co robić muszę. Nie wiem gdzie początek, gdzie koniec. Szukam na siłę rozwiązana na problemy których uniknąć się nie da. Zakładam maskę, a rozwala mnie od środka. Daj mi boże siłę, bo na wiarę chyba już za późno.

Wracam do pracy. Tak będzie najlepiej.

Nice

Kobieta z dwoma obliczami.

Myślę. Intensywnie myślę ,każdego dnia krążąc po wyżynach każdego zakamarka mej świadomości. To czasem boli jak muzyka znienawidzonego artysty, która leci na zdartej płycie non stop. Piosenka, której nie możesz wyłączyć, dźwięk którego nie możesz wyciszyć. Ał…

To nie jest zwykła piosenka, to nie są zwykłe słowa. Gdybyście tylko mogli zauważyć co siedzi w mojej głowie, czego słuchać muszę codziennie ,a czego słuchać nie chcę.

Mam w sobie dwie osoby, dwa światy, dwa oblicza. Nie, nie jestem schizofreniczką. Moja zdolność do odczytywania rzeczywistości i jej postrzegania jest nad wyraz dobra. Organ kierujący działa bez zarzuceń. To raczej problem siedzący głębiej w mentalności. Walka dwóch wilków , zmieszanie wody z ogniem.
Tego nie zrozumie zwykły Kowalski ani przeciętny Nowak. Tego prawdopodobnie nie zrozumiesz też Ty ,ale spróbuj.
To nie jest tak,że kobieta ubrana w uśmiech tryskająca energią jest szczęśliwa. Nienagannie wyprasowana koszula nie oznacza ,że ma spokojne i dostatnie życie. To tylko teatrzyk ,teatrzyk życia.

Każdego dnia wstajemy rano z przyszytym do pleców plecakiem pełnym doświadczeń, emocji, upadków, wzlotów, wspomnień o ludziach ,którzy odeszli, z szacunkiem do tych którzy pozostali. Kąpiemy się z nim , spacerujemy, chodzimy na studia, do pracy. Jest z nami nierozłącznie od zawsze.
Rodzice ,bliscy ,którzy chcą nas ochronić starają się by był on jak najlżejszy. To jest dobre, ale nie uczy pokory. Daję złudną pewność siebie, która przy pierwszej lepszej okazji zostanie utarta.

Ja też czuje w obowiązku chronić ludzi będących przy mnie.

Może stąd wynika moja dominacja. Gdybym tylko mogła zabrałabym każdy smutek ,każdą złość , każdy problem, kur** wszystko z ich pleców. By byli szczęśliwy , by żyli normalnie.

Ja sobie dam radę.

Chociaż nie zawsze. Przychodzą takie dni, takie momenty gdzie moje cienkie ramionka nie wytrzymują presji, a plecy się załamują. Wtedy najczęściej upadam emocjonalnie jak kamień rzucony w wodę. Nie jest łatwo się wybić,ale wybijam, gdyż teraz jestem tu gdzie jestem.
Pamiętam jak mi kiedyś ktoś powiedział „Milagro, ale całego świata nie zbawisz.”. Dając małą dygresje ,z biegiem czasu myślę,że był to ktoś mało inteligenty albo niespełniony życiowo. Nie chce zbawiać całego świata, nie chce zbawiać nawet połowy, w ogóle nie chce nikogo zbawiać. Chce tylko żeby było dobrze tak jak ten ktoś na górze nakazał. 
Między różnymi drogami, wieloma spojrzeniami dążę do idealizmu. Ja nie jestem łatwą kobietą i dobrze to wiem,ale gdy już z kimś wejdę na most przyjaźni bądź miłości ,trudno mi go zburzyć z byle powodu. Odchodzę, ale nie burze. Pewne fundamenty powinny trwać wiecznie. 

Jeśli kiedykolwiek zabraknie Ci siły spójrz na nią, na niego. Ten uśmiech wywołujesz Ty, nikt inny. Jesteś wygranym.

Suknia nostalgia

Wpis bardzo osobisty.

Rześki poniedziałkowy poranek. Październik z rana w tym roku jeszcze chyba nie był tak ciepły. Szósty października- dobrze znana data mym rodzicom. Dobry czas temu ich mała córeczka o 18.55 otworzyła oczki i ujrzawszy brzydotę tego świata pierwszy raz zapłakała. Ponoć Pan ordynator wziął mnie na rączki i przy wszystkich matkach powiedział ,że jestem najładniejszym noworodkiem na sali. Mama mówi,że wystarczyło to obym przestała płakać. Od samego początku wiedziałam co lubię słyszeć.

Jeszcze się nie urodziłam, brakuje mi dokładnie dziesięciu godzin i pięćdziesięciu minut. Ledwo zdążyłam na tramwaj w którym teraz stoję trzymając się uchwytu. Moja Mama koniecznie przed pracą chciała mi złożyć życzenia „….żebyś Niuniu zdobyła w życiu to co chciała i miała wspaniałego męża albo była z osobą, która daje Ci szczęście. Obyś Mamusi mniej pyskowała i mniej wszystkim przejmowała. Dasz sobie radę wszędzie wspaniale. Ty wiesz ile w życiu osiągniesz…..”.

Powiedzmy ,że wiem,ale ja nie tego pragnę. Może to zabrzmi tanio, głupio, dziecinnie, ale chciałabym o by Mama była na tym świecie zawsze. Nie powiedziałam jej tego, bo ścisnęło mnie w gardle gdy stała przede mną. Przytuliłam mocno i wyszłam z domu.

Brakuje mi rąk by odczytać sms’y, które bombardują mi telefon. W głowie zgaduje kto to akurat piszę. Starsza Pani, która siedzi wręcz pode mną ciągle zerka irytująco na moją torebkę sugerując delikatnie,że przeszkadzają jej dźwięki. Rozśmiesza mnie to. W takim dniu ani śmiem wyciszyć komórkę. Rozpinam biały płaszcz, zaraz się ugotuję w nim.Duszno mi i sucho w usta. Szkoda mi szminki by napić się wody z butelki. Wytrzymam, zwolniło się miejsce,więc siadam i patrzę kto o mnie pamiętał ”- Tatuś, dwie byłe, trzech kolegów, czterech byłych, koleżanki z branży. Cudowni są ! ” . Niektórzy nie mają ze mną kontaktu, a mimo to poświęcają kilka minut by wyskrobać coś więcej niż głupie „wszystkiego naj ble ble” na facebooku. Piszą spersonalizowane smsy i dzwonią. Takich ludzi doceniam, gdy wiem,że ich numer służy czemuś więcej niż lichym propozycjom wyjścia na imprezę. Najlepsi dla mnie.

W pracy tego dnia nie myślałam o niczym szczególnym. Nawet klienci wydawali się mniej nerwowi, bo rozmawialiśmy o wszystkim innym aniżeli biznes.W głowie podsumowywałam sobie wszystkie moje etapy, przeglądałam zdjęcia, czytałam stare sms’y od znajomych, robiłam wszystko by móc poczuć ten dzień inaczej. Nie ubrałam się nad wyraz wyjątkowo, bo w pracy obowiązuje mnie casual stricte elegancki, a że sukienkę czarną ubrać lubię to i tym razem widniała na mym ciele. Koledzy dyskretnie podrzucili mi czekoladę na biurko, kochani. Pod pracą czekał Czerwony z A. i pojechaliśmy do restauracji. Dołączyły do nas jeszcze cztery osoby. Do domu dotarłam przed 23-cią.

Weszłam do pokoju, odłożyłam prezenty, dwa bukiety róż wsadziłam do wazonu. Gdy zmywałam makijaż spojrzałam na siebie w lustrze i pomyślałam,że dobrze być kobietą, która wie czego chce. Kobietą, która idzie pewnie przed siebie, ma wyznaczone cele, nie poddaje się. Wiem, kto jest przy mnie, wiem kogo nie ma gdy tego potrzebuję. Wiem, które chwile dają mi szczęście, a które je perfidnie zabierają. Znam dobrze spojrzenia radosne gdy moja osoba znajduje się obok,a najmocniej doceniam ten wzrok wyjątkowy, który nosi tylko jedna osoba. Lubię smak gorzkich perfum „zjedzonych” z drugiego ciała, lubię gdy ciepłe dłonie grzeją zimne moje. Do pracy chodzę w konkretnym celu, a na uczelni nie jestem z przypadku.Wszystko ma swój cel, jest po coś. Ty czytając te słowa też nie jesteś tutaj przypadkiem, stanowisz bardzo ważną część układanki.

Przed zaśnięciem zakradłam się cicho do rodziców, kucnęłam przy Mamie,schowałam głowę między jej kolana i gdy zaczęła mnie głaskać po głowie powiedziałam przez zaciśnięte gardło : Dziękuje jeszcze raz za prezent i dzisiejsze życzenia.Wiesz Mamuś. …oddałabym wszystko obyś do końca życia była przy mnie….wszystko. 

Sun

Podróż do słońca mego spojrzenia.

Wróciłam.

Wróciłam z alpejskich gór, które mogłam podziwiać każdego ranka budząc się w posiadłości mojej rodziny. Austria jest piękna, zawsze była,zwłaszcza ta oddalona od zgiełku miasta gdzie góry jak z pocztówki są tłem każdego gospodarstwa.

Kocham podróże, długie trasy, ale to nie te czynniki co roku przyciągają mnie w to samo miejsce. To moja rodzina, dosyć bliska, która żyje 1000 km ode mnie, która w każde odwiedziny utwierdza mnie w przekonaniu, że jest bliższa niż mi się wydaje. W Austrii mam Ojca (zresztą już o tym wspominałam) i Ciocię wraz z rodziną. To oni są powodem mych przyjazdów z roku na rok.

W tym roku „wypad”,bo tak trzeba nazwać sześciodniowy wyjazd na taką odległość z porównaniem z zeszłego roku gdzie wyjechałam na trzy tygodnie -wyglądał inaczej. Miałam szczególną potrzebę dzielenia kilometrów, pomnożenia wspomnień, dodawania przygód i odjęcia zmartwień z drugą osobą. Zaproponowałam wycieczkę Ani, która zgodziła się bez wahania. Nie była zza granicą długi czas, więc tym bardziej mogłam jej sprawić tym przyjemność. Biorąc na siebie sporą odpowiedzialność, zrobiłam strzał w dziesiątkę. Nie zawiodła mnie w żadnym stopniu, a moje opowieści o specyfice tego miejsca, a przede wszystkim majętności rodziny w jej oczach stały się prawdą.Nie wyobrażam sobie spędzić tak intymnego urlopu z osobą obcą dla mnie mentalnie. Byłby to scenariusz nierealny. Dziewczyny zawsze dzielimy na te, które przedstawimy Mamie i te, które nigdy nie poznają naszych rodziców, podobnie zresztą z facetami,chociaż oni powinni być jak nasi ojcowie (zakładając,że i ich się nie wstydzimy).Tą selekcje stosuje nie tylko w przypadku partnerek, ale i osób takich jak Ania, zawsze ważnych. I to się liczy. Chodź o swobodę i dystans w naszej relacji walczyłam długo i uciążliwie to otrzymałam ją tuż po przekroczeniu pierwszego kilometra.

Telefon wyłączony. Internet niepotrzebny. Tylko Ty i pożądanie odkrywanie nieznanego – za to ubóstwiam podróże.

 

Bagaż

 

DSC_3716

Dinner

 

 

_________________________________

Gdy byłam mała prawie co tydzień na cały weekend jeździłam do Mojej Ukochanej Babci. Związku z tym,że była kobietą pracującą zawodowo (prawie zawsze odkąd pamiętam), spotkania w tygodniu były rzadkie chyba,że Tata nas przywoził do jej gabinetu. Była lekarzem protetykiem, medycyna i stomatologia to był jej konik. W Warszawie miała trzy pracownie.

Pamiętam,że kiedy ją odwiedzałam w gabinecie to od razu szłam cichutko na zaplecze obserwować jak pracuję. Wdrapywałam się na krzesło w swoich sukieneczkach i myszkowałam w szafkach robiąc przy tym niemiłosiernie dużo hałasu. Zdarzało się czasem,że jakiś pacjent również tam wszedł by podziękować osobiście za wykonaną usługę Babci czy też jej asystentkom. Rozpierała mnie wtedy  duma,że to akurat mojej Babci ktoś mówi miłe słowa.

Chciałam być taka jak ona. Interesuję się medycyną jednak to było za mało dla mnie by pójść w tym kierunku. Tylko w krytycznych sytuacjach gdy widzę krew stoję sztywno na nogach, w pozostałych mdleję. Taka cecha wyklucza biały fartuch absolutnie. Obiecałam Babci jednak,że jaki zawód nie osiągnę, będzie miała powód do dumy. Każdy z nas czasem rani chcący lub niechcący drugą osobę. Ale ja z czystym sumieniem mogę powiedzieć,że Babcia mnie nigdy nie zraniła. Nigdy na siłę nie wpychała jedzenia, nie drażniła, nie krytykowała. Była sprawiedliwa, wyrozumiała, opiekuńcza. Zawsze elegancka i z klasą.To jej ręce zaraz po urodzeniu trzymały mnie jako drugie. To ja byłam jej pierwszą wnuczką. Mnie nazywała swoją księżniczką.

Dziś Babcia dużo zapomina. Przez nawrót choroby czuje się co raz gorzej. Serce mi się ściska gdy z roku na rok widzę ją w gorszym stanie. Oddałabym kawałek swego życia by tylko zdjąć ciężar bólu jaki musi znosić każdego dnia. Boje się niesamowicie,że pewnego roku gdy pojadę do Austrii i wejdę do jej pokoju zastanę puste łóżko.Tak bardzo tego nie chce Panie Boże, tak bardzo nie chce….

Chill

„Byłem z nią w piekle, a może w niebie?”

Chill

Boli? -pyta się mnie Pani Stomatolog opierając się piersiami o moje ramię. Kiwam głową w popłochu sepleniąc,że tak. -To będę delikatniejsza, dobrze?! -krzyczy. Jak mam jej odpowiedzieć z wiertłem w buzi? Zawsze drażniło mnie zadawanie pytań wtedy gdy nie mogę na nie odpowiedzieć zwłaszcza,że brak odpowiedzi mógłby okazać się nade bolesny. Zresztą…naturalnie,że u dentystyki wszystko boli nawet gdy nie boli. Ja mam ten przywilej,że na wizytę u stomatologa nie muszę czekać nawet dwóch dni,to rodzinny biznes od 20 lat. Dziś nie cierpię dentystów nie bardziej niż wtedy gdy miałam 10 lat i nosiłam aparat ruchomy. Wtedy wizyty kontrolne były obowiązkowe,a ja przeżywałam każdą wizytę parę dni wcześniej i parę dni po. Pamiętam ten strach do dzisiaj.Teraz mamy lepsze znieczulenia, aparatu nie noszę, a na fotel siadam dużo rzadziej,ale jednak jak już siedzę to lekka obawa pozostała …..Jednak ja mam na to swój sposób.Wtedy za każdym razem myślę o kochaniu się(oczywiście się nie z dentystką. Nie mój typ) ,bo to mnie niesamowicie uspokaja. Wspominam sobie moje zeszłe zbliżenia z kimkolwiek, wspominam kogoś dotyk, jakieś gesty. To pomaga, spróbujcie.

Patrze się w sufit, w radiu leci komercyjna muzyka, mam otwarte usta. Zamykam oczy. Wracam myślami do zeszłego weekendu, myślę o Ani. Myślę o zeszłej sobocie. Po naszym wypadzie na miasto nadarzyło się wiele okazji do spotkań. Zostałam zaproszona na wieczór z koreczkami zakrapiany dobrym alkoholem. Uwielbiam takie wieczory dużo bardziej niż kluby. Można swobodnie porozmawiać z drugą osobą, pośmiać się, posłuchać dobrej muzyki. Ania zaprosiła jeszcze kilka osób ze swojego towarzystwa. Było świetnie. Na tyle dobrze,że skorzystałam z zaproszenia i zostałam na noc. Chodź miałam ku temu wielkie opory -Ania dlaczego my zawsze lądujemy w pomieszczeniu gdzie jest jedno łóżko ? !-zapytałam wchodząc do mieszkania. Obydwie ryknęłyśmy śmiechem. Postawiłam torbę i zaczęłam pomagać w przygotowaniu zastawek. Obserwowałam ją i każdy jej ruch. Nie umknęło jej to w uwadze, bo co chwile łapałyśmy się wzrokiem. Wyglądała śliczne. Założyła prosta czarną sukienkę i włoski związała w kucyka. W takim wydaniu zawsze najbardziej ją lubiłam. Chciałabym napisać,że nie mam słabości do niej, że jestem zimna, że potrafię powiedzieć stanowczo -nie. Nie potrafię. Gdybym potrafiła to by nasza znajomość oddaliła się od siebie. Czasami wbrew wszystkiemu emocje są silniejsze od zasad.Szykowałyśmy jedzenie gdy ja podeszłam nagle do blatu kuchennego by postawić talerz.Stała tyłem,kroiła coś. Czując mnie odwróciwszy się uśmiechnęła, stojąc twarzą w twarz ze mną. Serce gdzieś mi na moment stanęło, a twarz namalowała dwuznaczny uśmiech. Nie dotknęła mnie, a ni ja jej, ale w oczach jej zobaczyłam dotyk. Poczułam go na sobie.

 

Zadzwonił telefon. Wyjechałyśmy autem po następnego gościa. Gdy dobiła 23-cia wszyscy goście już byli na miejscu.  Dawno tak się nie uśmiałam jak tamtego wieczoru. Brzuch bolał mnie od wesołych sytuacji. Z Anią zawsze byłyśmy zgodne na dwóch płaszczyznach. W poczuciu humoru i w łóżku. Chociaż z tego pierwszego nie było problemów  :roll: .

„Jeszcze  teraz tego nie wiem czy byłem z nią w piekle ,a może w niebie. Lecz tamtej nocy niczego nie żałuje. „ 

Nie byłybyśmy sobą gdybyśmy tamtej nocy nie zaliczyły sprzeczki. Ale tego nie chcę wspominać. Już chyba jedna i druga dostatecznie się do tego przyzwyczaiła. Pewnych cech w człowieku nie da się zmienić nawet gdy z początku wydaje nam się,że da. Człowiek, a zwłaszcza kobieta to istota na tyle złożona,że jedna mała zmiana może nanieść lawinę reform. Z początku ktoś chce zaimponować drugiej osobie, więc jak plastelina modeluje się na upodobania sympatii. Mówi słowa, które ktoś chce usłyszeć. Szuka wspólnych zainteresowań by tylko było o czym mówić. To nie jest złe, ale o ile przyjemniej jest spotkać osobę, która w swej „odmienności” nam imponuje? Która różni się od Ciebie, ale okazuje się tym czego szukasz. Wasze rozmowy stają się badaniem naukowym samego siebie,bo okazuje się,że nie wszystko jest czarno białe. To jest wręcz psychicznie pociągające. Zjadasz słowa partnera, napawasz się nimi…ciągle chcesz więcej i więcej…..

Zdrowo jest mieć odmienne punkty widzenia, bo to poszerza horyzonty związku, jednak ostatecznie należy dojść do jedności.Zawsze.  Cały sekret.

My do tej jedności nigdy nie doszłyśmy. Nie chce mówić „a nie mówiłam” chociaż mówiłam! Nie chce wskazywać palcem i obwiniać. Dojrzałość nauczyła mnie,że nie można brać odpowiedzialności za drugiego człowieka jeżeli z początku serwujesz mu prawdę, bo to tak jakby obwinianie siebie za bycie sobą. Jest dla mnie ważna, zawsze będzie nawet dzisiaj, jako koleżanka.

 

-Koniec mała. Wypłucz buzie.Już nic u Ciebie do roboty nie ma. Idź do recepcji niech Mama zapiszę Cię w przyszłym tygodniu bądź za dwa na czyszczenie. Schodzę spuchnięta z fotela.Pierwsze co robię to przeglądam się w lustrze. Nie jest tak źle, nie wygląda na to,żebym miała znieczulenie, ewentualnie mały botoksik przy ustach.  Jest poniedziałek ,niespełna jedenasta -tydzień uważam za rozpoczęty.Zerkam na telefon,wystarczyła godzina bez niego by na ekranie widniało 10 nieodebranych połączeń, 2 sms’y i jedna wiadomość na facebook’u. Myślę sobie -Od czego tu zacząć?

Wchodzę na facebooka. Loguje się , a tu na ekranie wyskakuje Piotr. Nie wierzę.  Cztery miesiące milczenia przerwane . Nie mieliśmy kontaktu ze sobą ,bo Piotr miał do mnie ogromny żal.Znajomi wspominali mi,że ma kobietę o dziwo o tym samym imieniu co moja sympatia. O dziwo też starszą od niego. Ponoć odbiega znacząco z wyglądu od jego kobiety idealnej, ale mnie to akurat nie zdziwiło. Piotr to męski klon mnie z paroma zbędnymi kilogramami (bo wierze ,że gdybym była nim byłabym nieco szczuplejsza), który chociaż jest chodzącym „lovelasem” to gdy się zakocha to ma wspaniałe serce. Jest wierny i oddany. Nie patrzy tak bardzo na wygląd jak myślą jego kumple, on stwarza pozory, bardzo dobre pozory.

Nie odpiszę. Jeszcze mi kiedyś za to podziękuje.

 

P.S Wiele z was prywatnie zapytało mnie czy będę na tegorocznej paradzie równości. Otóż nie. Nie lubię. Zaś będzie mnie można spotkać na afterze parady. W którym miejscu nie powiem, na pewno nie w klubie ;) tyle mogę podpowiedzieć.

Pocałujcie mnie w miłość !

Pocałujcie mnie w miłość !

Och Julio….Julio!

Namiętny 3Namiętny 3Namiętny 2

 

 

Czasami w czyimś życiu odgrywamy małą rolę,ale znaczącą.

Nie ufaj nigdy kobiecie zakochanej, nie ufaj kobiecie, która na szyi ma szminkę w kształt nie Twoich ust. Nie ufaj kobiecie przy której samiec alfa czuje się niepewnie. Nie ufaj dziewczynie, której po alkoholu wyostrzają się zmysły i jeszcze bardziej obserwują twe najmniejsze gesty. Nie ufaj niewinnym flirtom wyskakującym z mocnego gardła, które zeszłej nocy krzyczało Twoje imię na znak rozkoszy.

Nie ufaj mi. 

Na prawdę nie chciałam źle. Serce oszukało mnie. Potraktowało jak dziwkę,która poleci przy pierwszej okazji. A ja tylko chciałam….tylko chciałam przycisnąć Cię do ściany i zacząć agresywnie całować. Rozpiąć koszulę i patrzeć w Twoje oczy,jednocześnie dłonią zjeżdżać niżej.Odpiąć Ci guzik od jeansów,biodrami docisnąć twoje biodra …schować dłoń tam gdzie nie wszyscy mają dostęp. Drugą ręką złapać Cię za włosy i delikatnie za nie trzymać. Trzymać tak,żeby Twoja szyja była na wysokości mojego wzroku….robić to szybciej ,mocniej, głębiej…..a potem przenieść się na łóżko….grzecznie rozebrać.

Ty w samej bieliźnie z rozszerzonymi wargami i podnieconym spojrzeniem opierająca się na łokciach zapraszająca mnie do wniknięcia. Wniknięcia w siebie. Na mojej pościeli pachnącej Calvinem Kleinem i alkoholem….ten zapach byłby na Tobie,a ja zaraz po nim.

Ja bez stanika okryłabym się Twoim nagą zmysłowością,która była by wilgotna z podniecenia. Zaplecione ramiona i wargi spijające namiętność dwojga ciał. Moje długie włosy opadające na twe piersi schowane w staniku, który zaraz bym rozpięła. Ocierające się biodra tak szybko i dosadnie. Dłoń zbliżająca się między udami,błądząca w intymnych strefach. Ty na mnie ja na Tobie, Ty nade mną, ja pod Tobą, Ty we mnie, a ja w Tobie, ty grzecznie, ja niegrzecznie….ty z miłości ja z miłości…ty z rozkoszy…ja z rozkoszy….

Ja nie chciałam tylko się z Tobą kochać. Mogłabym czekać na każdy pocałunek nawet rok, jeśli wiedziałabym,że będzie on właśnie od Ciebie. Mogłam być dźwigać ciężar dnia codziennego na plecach ,jeśli wiedziałabym,że byłoby Ci lżej. Jak Andrzej Piaseczny w piosence , duszy całość skradłabym Ci całą i przyniosłabym do łóżka podane, nowe życie na śniadanie. Jak Red Bull dodałabym Ci skrzydeł….Byłabym twoim „motywatorem”, ale nigdy mentorem, bo do nich dojrzejesz sobie sama. Zaufaj kobiecie, która Ci patrzy w oczy. Zaufaj tej, która pamięta o Tobie gdy inni zapomnieli. Zaufaj tej, która poświęca Ci swój czas,bo to jedyne co mamy. Zaufaj te, która patrzy jak zasypiasz po to by móc Cię obserwować. Zaufaj tej jedynej, wyjątkowej. Zaufaj tej, która w słowach nie ma samego miodu, a jej słowa są sztyletami, na które umiesz się wybronić, bo tylko to daje ci pewność szczerości. Zaufaj ambitnej ,która chce cieszyć się życiem.

Zaufaj mi.