Archiwa tagu: problemy

Black obcas

Biała kawa, myśli brudne.

Kilka minut po godzinie trzynastej stoję w białym pomieszczeniu, zwanym w języku korporacyjnym socjalem. Jestem w pracy. Mieszam kawę powoli łyżeczką, dostojnie w prawą stronę, a w pokoju panuje cisza. Koledzy pracują w innych pomieszczeniach, zarząd ma swoje sprawy, a office manager’ka zapewne scroluje portale społecznościowe znanych blogerek poszukując inspiracji co do swojego stroju.
Mam chwile spokoju. To bardzo cenne chwile spokoju, bo pozwalają mi przestać myśleć o pracy i polecieć myślami w zupełnie inną stronę. Na przerwie najczęściej jem bądź dzwonię do swojej kobiety, dzisiaj jednak zrobiłam wyjątek i delektowałam się ciszą.
Stoję wyprostowana w „małej czarnej”, w lekko prześwitujących rajstopach,  przodem do szafek ,uginając jedną nogę do przodu tym samym dając odetchnąć trochę swoim stopą w obcasach. Każda kobieta spędzającą w tygodniu więcej niż 8 h w szpilkach wie o czym mówię. Wchodzi Janusz- nie wyglądający jak osoba pracująca w finansach, wręcz przeciwnie, raczej jak taksówkarz z gorszej korporacji. Zagaduje mnie, a ja patrząc na niego zastanawiam się jakie szczęście miał trafiając na kobietę, która utrzymuje jego dom rodzinny w ryzach. Dam sobie rękę uciąć,że to żona nosi spodnie w domu, a on je tylko zakłada do pracy. Przynajmniej na takiego faceta wygląda- co więcej mówi niż w rzeczywistości robi. Nie lubię takich, ale jako człowieka go szanuje.
Janusz przekazał to co chciał w niespełna trzy minuty i wyszedł zostawiwszy mnie samą, powróciłam do swoich myśli.

Bardzo ważne jest oby każdy dzień rozpoczynać we właściwych ramionach i kończyć na prawidłowych ustach. Praca, owszem jest bardzo ważna. W pracy spędzamy około 60% naszego życia, reszta to co przed i po, ale właśnie to „przed” i „po” tworzy nasz żywot jedynym w swoim rodzaju. Najszczęśliwszy ten kto dzień zaczyna u boku miłości, a jeszcze szczęśliwszy ten kto na to czeka.

Pieprzy mi się trochę w życiu rodzinnym. W głowie miesza mi się od dziwnych myśli. Mówię to co nie chce mówić, robię to co robić muszę. Nie wiem gdzie początek, gdzie koniec. Szukam na siłę rozwiązana na problemy których uniknąć się nie da. Zakładam maskę, a rozwala mnie od środka. Daj mi boże siłę, bo na wiarę chyba już za późno.

Wracam do pracy. Tak będzie najlepiej.

Me mała

Głos wrażliwości.

Moment kiedy zaczynasz kogoś kochać jest tak samo niespodziewanym momentem, jak ten w którym przestajesz.

To nie będzie kolejny wpis o ponętnych ustach moich byłych. To nie będzie też wpis o samczym zachowaniu w obcym stadzie. Nie opowiem o swej miłości, bólu, facecie,pracy …

 

…opowiem o źródle mych pokładów wrażliwości.

Jeśli masz gorszy dzień, Twój szef Cię wkurzył albo zwyczajnie masz dość życia. Nie czytaj tego. Załamiesz się jeszcze bardziej.

Byłam mała. Na pewno za mała na to oby rozumieć wiele na tym świecie. Miałam niespełna sześć latek gdy moja Mama zaczęła miewać problemy z Tatusiem (albo wtedy dopiero to dostrzegłam, nie wiem)Tatuś nie zawsze był dobry , chyba nawet był bardziej niedobry niż dobry.
Nie pił, nie ćpał, miał dobrze płatną pracę, ale nie miał szacunku do kobiety, która urodziła mu dwójkę dzieci. Brat starszy nie był najgrzeczniejszy, pomimo zapewniania warunków oraz miłości od obojga rodziców. Odziedziczył charakter chyba po ojczulku,więc Mama wszelkie ambicje o idealnym dziecku przełożyła na mnie.

I nie zawiodła się. Byłam bezproblemowym dziewczynką z gęstymi, brązowymi włoskami sięgającymi zza plecy z książką w jednej rączce, a z Mustangiem z Toy story w drugiej. Kochałam konie i miałam ich cały pokój. Lalki też, ale pluszaki oraz konie były fajniejsze. „Córeczka Tatusia, moja małpeczka!”- mówił na mnie Tata. Nie byłam córeczką Tatusia ,chociaż z wyglądu nie dało się zaprzeczyć,więcej odziedziczyłam po Tacie niż Mamie.
Byłam zdecydowanie córeczką Mamusi, która miała ze mną niesamowitą więź.Pierwszym wrogiem w mym życiu było dla mnie przedszkole, które rozdzieliło nas. Ja lubiłam przedszkole samo w sobie, kolegów, koleżanki, ale nie lubiłam tego,że nie ma w nim Mamusi. 

Mama też tego nie lubiła, bo za każdym razem gdy mnie odprowadzała miała łzy w oczach.

Ja też płakałam. Mama chyba widziała we mnie nie tylko swoją córkę, ale i przyjaciółkę. Mówiła mi bardzo wiele, przekazywała każdą emocję. I dobrą i złą. I uśmiech i płacz. Z biegiem czasu widzę,że to nie było dobre rozwiązanie. 

Pamiętam jesienny wieczór gdy leciała smutna piosenka, a Mama po pracy siedziała sama na kanapie.Bawiąc się z kotem przypadkiem przybiegłam do pokoju.
Patrzyła się smutnym wzrokiem w telewizor. Podbiegłam, położyłam główkę na jej kolanach i zaczęłam płakać. Ona wzięła mnie z podłogi na kolana i chowając głowę we mnie ,uroniła sporo łez. Płakałyśmy we dwie. 

Ona tego potrzebowała,a ja to czułam bardziej niż ktokolwiek na świecie.

 

Czternaście lat później.

Czerwony podjechał po mnie autem pod pracę. Wychodząc z biura sprawdziłam w kalendarzu,że mam do załatwienia kilka ważnych spraw na mieście. Zaproponował mi swoje towarzystwo choć podczas podróży był inny niż zwykle.Trzymał twardo ręce na kierownicy patrząc się cały czas przed siebie. W aucie panowała gęsta atmosfera, którą wręcz można było kroić nożem. Nie wytrzymałam w końcu i ściszając radio ,krzyknęłam:

- Zły jesteś,że nie mogę odpowiedzieć Ci tego samego? Czy o co chodzi?
-…
-Czy Ty możesz coś powiedzieć do jasnej cholery!
Zatrzymał nagle auto,zjeżdżając na bok. Zacisnął ręczny, zgasił silnik. Zauważyłam,że nie jest dobrze,złapał mnie za rękę i odwrócił twarz. Miał łzy w oczach. Facet, który bicepsem połamał by nie jednemu nos, popłakał się. Odrzuciłam torebkę na tylne siedzenie i go mocno przytuliłam. Zapytałam po kilku chwilach co się stało. Czerwony przetarł nos chusteczką i wyjął ze schowka wyniki badań nowotworowych. Wzięłam to do ręki i ujrzałam,że widnieje tam jego nazwisko lecz inne imię.

Otworzyłam szybko drzwi od auta, zdjęłam płaszcz. Mróz uderzył mnie mocno w twarz otrzeźwiając momentalnie. Kierowcy jadący wałem miedzeszyńskim zwalniali przy nas nie wiedząc co się dzieję.
-Wiesz,że nie jestem kobietą dla Ciebie i nigdy nie będę. Byłabym okropną suką gdybym na tle twoich trudności życiowych, okłamywała Cię. Ale wiedz,że cokolwiek się stanie będę przy Tobie. Nie ważne jako kto, po prostu będę. I nigdy w to nie wątp.

Przeklął głośno w niebiosa dając tym samym do zrozumienia,że go boli…boli mocno w środku. Faceci mają więcej emocji niż nam się wydaje. Wypuszczają je z klatki w dwóch sytuacjach- albo po alkoholu albo gdy są przyparci do muru.

Kur** jesteś niesamowitą dziewczyną…dziękuje... wyszeptał na ucho. Dziękuje….

 

Nie jestem.

Nice

Kobieta z dwoma obliczami.

Myślę. Intensywnie myślę ,każdego dnia krążąc po wyżynach każdego zakamarka mej świadomości. To czasem boli jak muzyka znienawidzonego artysty, która leci na zdartej płycie non stop. Piosenka, której nie możesz wyłączyć, dźwięk którego nie możesz wyciszyć. Ał…

To nie jest zwykła piosenka, to nie są zwykłe słowa. Gdybyście tylko mogli zauważyć co siedzi w mojej głowie, czego słuchać muszę codziennie ,a czego słuchać nie chcę.

Mam w sobie dwie osoby, dwa światy, dwa oblicza. Nie, nie jestem schizofreniczką. Moja zdolność do odczytywania rzeczywistości i jej postrzegania jest nad wyraz dobra. Organ kierujący działa bez zarzuceń. To raczej problem siedzący głębiej w mentalności. Walka dwóch wilków , zmieszanie wody z ogniem.
Tego nie zrozumie zwykły Kowalski ani przeciętny Nowak. Tego prawdopodobnie nie zrozumiesz też Ty ,ale spróbuj.
To nie jest tak,że kobieta ubrana w uśmiech tryskająca energią jest szczęśliwa. Nienagannie wyprasowana koszula nie oznacza ,że ma spokojne i dostatnie życie. To tylko teatrzyk ,teatrzyk życia.

Każdego dnia wstajemy rano z przyszytym do pleców plecakiem pełnym doświadczeń, emocji, upadków, wzlotów, wspomnień o ludziach ,którzy odeszli, z szacunkiem do tych którzy pozostali. Kąpiemy się z nim , spacerujemy, chodzimy na studia, do pracy. Jest z nami nierozłącznie od zawsze.
Rodzice ,bliscy ,którzy chcą nas ochronić starają się by był on jak najlżejszy. To jest dobre, ale nie uczy pokory. Daję złudną pewność siebie, która przy pierwszej lepszej okazji zostanie utarta.

Ja też czuje w obowiązku chronić ludzi będących przy mnie.

Może stąd wynika moja dominacja. Gdybym tylko mogła zabrałabym każdy smutek ,każdą złość , każdy problem, kur** wszystko z ich pleców. By byli szczęśliwy , by żyli normalnie.

Ja sobie dam radę.

Chociaż nie zawsze. Przychodzą takie dni, takie momenty gdzie moje cienkie ramionka nie wytrzymują presji, a plecy się załamują. Wtedy najczęściej upadam emocjonalnie jak kamień rzucony w wodę. Nie jest łatwo się wybić,ale wybijam, gdyż teraz jestem tu gdzie jestem.
Pamiętam jak mi kiedyś ktoś powiedział „Milagro, ale całego świata nie zbawisz.”. Dając małą dygresje ,z biegiem czasu myślę,że był to ktoś mało inteligenty albo niespełniony życiowo. Nie chce zbawiać całego świata, nie chce zbawiać nawet połowy, w ogóle nie chce nikogo zbawiać. Chce tylko żeby było dobrze tak jak ten ktoś na górze nakazał. 
Między różnymi drogami, wieloma spojrzeniami dążę do idealizmu. Ja nie jestem łatwą kobietą i dobrze to wiem,ale gdy już z kimś wejdę na most przyjaźni bądź miłości ,trudno mi go zburzyć z byle powodu. Odchodzę, ale nie burze. Pewne fundamenty powinny trwać wiecznie. 

Jeśli kiedykolwiek zabraknie Ci siły spójrz na nią, na niego. Ten uśmiech wywołujesz Ty, nikt inny. Jesteś wygranym.

Wilczyca

Wilczyca w stadzie samców.

Jaki jest powód wstawania trzy czwarte ludzi na świecie o szóstej rano każdego powszedniego dnia?
Większość z was pomyśli w tym momencie,że praca. Otóż nie. Nie wstajecie, bo lubicie pracować gdyż nawet jeśli kochacie swój zawód, godzina mocno poranna nie służy temu uczuciu. Głównym powodem dla którego wstajecie są pieniądze, a właściwie potrzeba posiadania pieniędzy. Nie ich zarabiania, ale ich posiadania.
Gdyż nikomu się nie chce robić obiadu, ale już posiadać, a z kolei konsumować a i owszem.

Ja też taka jestem, też tak mam. Powiem więcej lubię pieniądze i nie wstydzę się tego. A najbardziej w świecie lubię je wydawać na kogoś. Sprawa mi to niezrozumianą przyjemność.

Pracuję w branży w której głównym tematem są pieniądze, mamona, pitos, hajs czyli cyferki. I nieważne jak przychylnym okiem bym na swój zawód spojrzała-prawda jest okrutna. Nie jest to dla mnie dużym problemem, bo wiem,że jestem w pracy też z dwóch innych powodów ,przede wszystkim doświadczenia oraz możliwości sprawdzenia się na dobrym stanowisku. Jednak nie wszystkie „orły” finansjery , które kiedyś były wróbelkami „ o tym pamiętają. Z żalem patrzę na kolegów, którzy jeszcze nie dawno nosili bluzy, jeansy i trampki i byli przy tym debilami , a dziś mają na sobie garnitury szyte na miarę, dobry zegarek na ręku i …..nadal są pół mózgami tyle,że z większą pewnością siebie. Zmiana statusu materialnego bardzo zmienia ludzi. Napełnia ich pychą, próżnością, chciwością. Aż przykre pomyśleć co zostanie po tych chłopcach gdy podwinie im się noga. Zapewne wrócą do swoich znoszonych bluz, wypranych jeansów i będą głośno manifestować,że „pieniądze to nie wszystko”. Typowy życiowy zwrot akcji.
Nie lubię tego,dlatego też z łatwością przychodzi mi rozgryzanie tego typu osób. Wyczulenie na płytkość i megalomaństwo w skali od 1 do 10 oceniam u siebie na 8, podobnie jak z zachowaniem w łóżku. Po pierwszych 5-ciu minutach rozmowy potrafię stwierdzić czy ktoś jest dobry czy nie. Zazwyczaj skutecznie.

Mężczyzn, których kręcą pieniądze, kręci też seks. Wyuzdany, szybki, bez zobowiązań taki weekendowy. 

Starsze wilki te zaobrączkowane już posiadają swoje stado prawdopodobnie ze zdobytą gdzieś zza dawnych lat zdobyczą. Ich już nie dotyczy polowanie, zaś Młode wilki wraz z innymi Wilkami tkwią jeszcze na etapie szybkiej konsumpcji.

Mrrrrr

 

Ja na co dzień Kobieta kot ,w pracy zamieniam się w Wilczyce. I nie jest to istotne czy tego chce czy nie, choć prawdę mówiąc chcę. Koty, myszki nie przetrwają długo w lesie, zaś Wilczyce owszem, a moja ambicja nie potrafi dać wygryźć się komu innemu. Trzeba znać swoje miejsce i cel, który się chce osiągnąć. I gdy już zakładam tą maskę, mówię innym tonem i zachowuje się jak na Wilczyce przystało, oni …..Ci prości mężczyźni w garniturach nabierają do mnie szacunku. Nie muszę martwić się o pozycję, bo ją już mam wywalczoną. Od pierwszej minuty wejścia do biura ustawiam się na tym samym polu bitwy co faceci (nawet z długim stażem).
Emocji….bardzo dużo emocji dostaję i wyrzucam z siebie. Nie jest łatwo przebić się przez stado samców dziewczynie w czarnych szpilkach z czerwoną szminką na ustach. A mi się udało, chodź walczę każdego dnia.

I gdy opuszczam biuro zdarza mi się zapomnieć zdjąć maskę,a wtedy Ona widzi mnie w roli w takiej jakiej nigdy nie widziała. Mówi -Skarbie,ależ Ty agresywna...i do łóżka idzie z inną kobietą. Zamiast pocałunków podgryzam szyję, zamiast przytuleń przyciskam pod sobą na łóżku…Nie poznaje siebie, ale poznaje ją.I dopiero z makijażem wytartym o jej nagie ciało, moim ciałem spoconym od nocnej miłości potrafię wrócić do siebie powoli. 

Bad girl

Wszystko przez oczekiwania.

Stoisz przed lustrem i patrzysz na siebie- Zadbana cera i włosy. Wybielone zęby, które podkreślają czerwień naturalnych ust. Do tego delikatny makijaż. Jest dobrze, na prawdę dobrze.

Patrzysz dalej.

Wzrokiem schodzisz niżej i poprawiasz koszulę, która opina Ci się na smukłych ramionach. Odpinasz jeden guziczek,żeby nie było tak „za sztywno”. Niech dekolt pooddycha.

Stajesz tyłem i patrzysz czy wszystko jest na swoim miejscu. Czy oby na pewno wysiłek włożony na ćwiczeniach nie poszedł na marne.

Czarne spodnie opinają to potrzeba. Do tego pasek Hermsa , modny zegarek , setki psiknięć perfum i jesteś gotowa. I co?

Liczysz pewnie,że otrzymasz to samo ? Że wszystko co robisz dla siebie wróci do Ciebie z nawiązką ? I tu się grubo mylisz. I tu się ku*wa mocno mylisz.

Nie wiem czy każda kobieta, ale na pewno większość w siebie inwestuje. Inwestuje nie tylko w fizyczność, ale w szczególności i w intelekt. Rozwija się, uczy nowych języków, zapisuje na kursy, czyta książki polecanych autorów , tylko po to by wyjść po za przeciętną. Stara się w życiu stanowić coś więcej niż szare imię i nazwisko. I jej się to udaje. Idzie do przodu, pewna siebie, reprezentując konkretny poziom. Wtedy zaczyna mieć OCZEKIWANIA i od oczekiwań się wszystko zaczyna. Zostaliśmy wychowani  w ogólnym mniemaniu,że im więcej z siebie dasz tym więcej możesz potem brać.Jednak prócz tej ideologii szybko przekonałam się,że wszystko co robimy w życiu to robimy dla siebie i chociaż nie zawsze jest to docenione to nigdy to w nas „nie zginie”.

______________________

Było ciepłe południe w zeszłym tygodniu. Podjechał po mnie pod pracę bliższy kolega. Facet przy którym mogę swobodnie rozwijać swoją pasję motoryzacyjną , bo i sam się nią pasjonuje. Fan szybkich aut, przystojny, gorsza wersja Vin Diesel’a (a może i łagodniejsza), introwertyk w jeansach i sportowej bluzie.

Tamtego dnia tego najbardziej po pracy potrzebowałam odprężenia, więc wpakowałam żakiet i torebkę na tylne siedzenie i w dwadzieścia minut znaleźliśmy się poza ruchliwym zgiełkiem centrum. Przy stadionie.

Włączyłam naszą ulubioną płytę na podróż i oparłam się na masce rękami ,a wręcz położyłam.

-O czym ty tak w tej głowie myślisz O. ?
-O Tobie…nie wiesz?
-Nie kłam. Pytam poważnie, co Ci po tej główce tak chodzi.
-Setki myśli Czerwony…setki, tysiące, a może nawet i miliony. A tak na poważniej to odpoczywam teraz psychicznie.

Podszedł do mnie skradając się niczym pies do jeża i usiadł obok na masce.

Lubi mnie bardzo i wiem o tym. Wierzcie mi albo nie, ale czekał na nasze spotkanie dwa lata chodź mieszkamy bardzo blisko siebie. Odkąd zakochał się we mnie dres z osiedla i nie mogłam go pogonić, to miałam zasadę,że nie spotkam się z nikim więcej z dzielnicy, kto nie udowodni,że ma IQ większe niż numer buta. Czerwony mocno chciał się spotkać,więc udowodnił (albo na odwrót). Pomimo mych zapewnień on nadal wierzy,że dam mu coś więcej niż przyjaźń.

-Mogę Cię o coś spytać? -Nie, nikt lepiej ode mnie nie całuje- zażartowałam patrząc na jego reakcje. -To wiem! -Czyżby?! Pytaj…. -Dlaczego nie korzystasz z okazji i jesteś sama ?

Spojrzałam się ze zdziwieniem. Nigdy nie słysząc takich pytań ze strony kolegi. Nie chce odpowiadać, tłumaczyć. I tak wie za wiele niż powinien. Zna dwie moje byłe, podwozi mnie na imprezy.

 

-Czerwony spójrz na tamtego Mercedesa- wskazuje palcem na auto, które właśnie podjechało- Tak tego nowego!
-No patrze i co?!
-Jak myślisz czy każdy może wsiąść do takiego auta?
-Wsiąść może i może, ale nie koniecznie kierować.
-Dokładnie!
- A czy takie auto można często spotkać na ulicach ? -podbijam pytania.
-Prędzej w salonach! Nie każdego na niego stać.
-Właśnie. A widzisz te niebieskie Renault Clio ? Ile takich na ulicy spotkasz?
-Kurdę z dziesięć dziennie na pewno!
-Absolutnie tak! Bo są przeciętne. A przeciętności jest pełno na ulicach. Jest łatwiej dostępna.
-I każdego na nią stać. ….

Myśli mocno przejęty moją metaforyką.

-Przepraszam,że Ci przerwę Czerwony.Nie rozum mnie źle,ale jeśli ktoś by się postarał ku*wa to mógłby jeździć Mercedesem. Tylko ludziom się nie chce,bo mają niskie oczekiwania wobec siebie i innych. Są leniwi wolą przeciętność, a umówmy się….dobre auto chce mieć też dobrego kierowce……

-Dlatego tyle Mercedesów stoi w salonach O….

-Zdałeś Czerwony ! Masz jeszcze jakieś pytania ?! ;) 

Ona,On i Ona czyli związek z biseksualną osobą.

Kiedyś czytałam artykuł o dziewczynie,która będąc z facetem podkochiwała się w kobietach.Nie mogła żyć z kobietami,bo
wolała męskie myślenie. Gdy szła przez miasto ze swoim facetem, potrafiła częściej oglądać się za kobietami niż on.
Pociąg fizyczny do kobiet był jej piętą achillesową, którą chciała w związku zatuszować…do dziś pamiętam ten
wytłuszczony tytuł „Moja Miłość to moja schizofrenia”

Nigdy nie przypuszczałam,że mnie spotka ten problem.

Nikt prócz mojej ex A. nie wie kim jest facet z którym się ostatnio spotykam. Chronię go jak delikatną roślinę,która ledwo wyrosła z ziemi.Metr osiemdziesiąt , dobra budowa ciała, introwertyk. Mało mówi a dużo myśli. Jeden z tych co wieczór potrafi spędzić i w dobrym drogim lokalu i na spacerze w parku . Na co weekendowe maratony po klubach już nazbyt stateczny chodź i tym od czasu do czasu nie pogardzi. Dziecko sprzedaży i marketingu.

Pewnego późnego popołudnia wybraliśmy się po długiej przerwie na spacer po Nowym Świecie. Ja nie byłam ubrana nadzwyczajnie chodź rzeczywiście wyczuwałam wzrok mężczyzn na sobie częściej niż zwykle. Czasem prostota i minimalizm potrafi przyciągać najbardziej. On szedł bardzo blisko mnie, na tyle,że wyglądaliśmy na szczęśliwą parę.
Położył rękę na moich ramionach, przybliżył głowę i szepnął -Wiesz muszę Ci coś powiedzieć. Idąc ulicą zaobserwowałem,że przyciągasz wzrok takiej samej ilości facetów co lasek. Pierwszy raz się z takim czymś spotykam…-uśmiecha się. -Wiesz jestem mężczyzną. Łapię czasem kontakt wzrokowy z panną. ale co chce złapać to ona obczaja Ciebie.Robisz mi konkurencje Mała!
Zaczerwieniłam się i nawet nie spoglądając na niego tylko raczej przed siebie zamilkłam. Odezwałam się po chwili-Znam dobrą restauracje tu w pobliżu. Nie zajmuj się pannami tylko chodź. Zakończyłam temat prowadząc go do dobrego lokalu. Na mojej twarzy namalował się niechciany uśmiech.Nie chciałam o tym rozmawiać.

On jest nieświadomy. Nie wie,że być może złamałam więcej damskich serc w ciągu roku niż on przez całe życie. Boję opowiedzieć mu o swoich byłych dziewczynach. Nie, nie wstydzę się swej bi seksualności, bo nie mam do tego powodów. Zresztą sam wstyd byłby zaprzeczeniem mojej ideologi, którą skrupulatnie i notorycznie potwierdzam tutaj dla was. Jestem biseksualna i zawsze będę. Jednak ja po prostu nie chce by nowa osoba w moim życiu, która będzie wiązać ku mnie konkretne zamiary wpadła w otchłań mojej przeszłości. A byłe kobiety potrafią bardzo namieszać-zwłaszcza w branży. Nie wykreślisz ze swojego życiorysu czterech lat Milagro.”-mówi moja Ex. I ma rację chodź o wykreślaniu nikt tu nie wspominał. „Czy Ty myślisz,że 90% lesbijek które Cię kojarzą przejdą na ulicy obok Ciebie obojętnie ? Że nagle z dnia na dzień staniesz się inną osobą? To jest absurd.Będziesz go zdradzać”. Myli się. Ja bym do tego nie dopuściła.         Dla mnie zdrada nie ma orientacji i nie ma znaczenia czy wpadasz między krocze koleżanki czy kolegi. Zdrada zawsze jest zdradą.

Tu nie o wierność trwa walka.

Ja walczę wewnętrznie ze sobą. Lękam się bardziej siebie, swej reakcji. niż ni czegokolwiek innego. Martwię się,że opowiadając komuś o jednej,drugiej, trzeciej,czwartej….uświadomię samej sobie,że nie wszystko jeszcze skończone….że ogień jeszcze się tli, a uczucie wisi w powietrzu nade mną . Uciekam w męskie ramiona licząc,że zapomnę o tych, które jeszcze nie dawno mnie przytulały.