Archiwa tagu: nowy etap

Naked

O dziewczynce, która nie chce chłopca.

Pisałam o kobietach.
Swoich, nieswoich, obcych, moich, byłych, niedoszłych, młodszych….
Brunetkach (bo mam słabość), blondynkach, rudych, szatynkach…

Nie pisałam dawno o mężczyznach,a wiele z Was zadaje mi pytania, czemu, skoro jestem biseksualna, o nich nie piszę.Odpowiedź jest aż nazbyt prosta. Moje życie z testosteronem mogłabym nazwać trzema tematami : Byli, niedoszli, koledzy, a cała reszta to tło. Dzisiaj sięgnę do worka z napisem byli i opiszę sytuację dla mnie bardzo świeżą.

Usiądź wygodnie.

___

Sto dziewięćdziesiąt centymetrów zamknięte w brunecie z dużymi dłońmi i ciekawym spojrzeniem. Nie chudym, dobrze zbudowanym, ale bez wyraźnej linii mięśni.

P.pomimo braku sześciopaku na brzuchu zawsze miał powodzenie u kobiet. Dziewczyny zaraz po grach były jego ulubionym zajęciem, wręcz pasją tak jak dla poniektórych sport czy gotowanie. Traktował je z osobliwą wyjątkowością jak przystało na wrażliwego misia w opakowaniu łamacza serc,ale wstrętnym kłamstwem byłoby napisanie,że z każdą niewiastą spędził więcej niż kilka randek. Wyjątki jego długiego dystansu stosowane były tylko wtedy gdy się zakochał, resztę na starcie można przypisać lekką ręką jako romans…

Odzew po pół roku celibatu od siebie: 20 czerwca „Przyjedź do mnie, jestem sam Kociaku”-brak reakcji. 15 lipca „Wiesz gdzie teraz jestem ? W miejscu w którym i Ty powinnaś być ze mną. W łóżku.”- brak reakcji.
Sierpień, kolejny wspólny ranek u boku mojej źródła mej miłości i nowych czterech łap w mieszkaniu. Charakterystyczny dźwięk inicjujący przyjście nowej wiadomości na facebook’u . Oczywiście Pan P. ” Co słychać u mojej ulubionej koleżanki ? Nie chce Cię zadręczać, ale może miałabyś ochotę spotkać się i opowiedzieć co u Ciebie, odpisz i życzę udanego tygodnia Zołzo”. Nie myśląc zbyt długo nad odpowiedzią, mówię swojej Malince o propozycji byłego, o którym słyszała wiele złego i dobrego. Królowa rzucania ukrytych aluzji o zazdrości nieprzychylnie patrzy na moje zachcianki, ale po dłużej rozmowie sugeruje bym zrobiła to co uważam za słuszne.

Więc zrobiłam.
Umówiliśmy się.

Przyjechałam autobusem, a P. wyszedł po mnie na przystanek. Był upał, gorąc. Miałam na sobie krótkie szorty, białą przewiewną koszulę i dołożyłam eleganckie klapki. Słowo eleganckie wstawiłam nie przypadkiem gdyż poruszanie się po centrum w sportowych japonkach jest dla mnie wielkim faux-pas ,podobnie jak jechanie roznegliżowaną w metrze. Do swojego stroju dziennego w wielkim mieście mam wyodrębnione zasady,których się trzymam od nastoletnich lat.
Wychodzę z autobusu, podnosząc lekko aviatory z nosa by w żarze słońca dostrzec większa posturę przyglądającą mi się z błogim uśmiechem. Jest i on. Przytył, ale i zmężniał. Nie widzieliśmy się ponad dwa lata, a on nadal podobnie pachnie.

-O. ślicznie wyglądasz -powiedział obejmując mnie mocniej. Zawsze to robił na przywitanie.
-P. skłamałabym odpowiadając,że Ty również,ale jest dobrze. Prawie dorównujesz mi…
-Tęskniłem za tymi słowami, bardzo ! Sarkastyczna żmijo….Uśmiechnął się szeroko, a ja w oczach miałam iskierki dumy. Bycie sobą przysparza mi dużo radości.
-Idziemy do mnie ?-zapytał, a na mojej twarzy namalowała się zdziwienie.
-Nie P., idziemy na spacer, czasy chodzenia do Ciebie myślę,że się skończyły.
Objął mnie ponownie ,uprzednio śmiejąc się w głos. Zmieszał się, ale nie dawał tego po sobie poznać.
-Milagro źle mnie zrozumiałaś ! Kupiłem ciasto.
Jest moja Babcia, która Cie bardzo lubi , myślę,że z wzajemnością. Chodźmy na chwilę do mnie, a potem pójdziemy na spacer.Zgoda?
Poszliśmy. Jego Mama jak zwykle serdecznie przywitała mnie, a Babcia rzuciła miłe słowa. Usiedliśmy w jego pokoju. Nie podobało mi się to i chciałam jak najszybciej wyjść. Czułam się zbyt intymnie, nieswojo. Co rusz, patrząc się na inny przedmiot, do moich myśli przeciskały się wspomnienia drące teraźniejszość.
Nie wytrzymałam. Wstałam, wzięłam torebkę do ręki i skierowałam się do wyjścia. Otwierając drzwi wpadałam na P.
-A Pani gdzie się wybiera?-zaskoczył mnie. Powiedziałam mu prawdę,a jemu ona bardzo przypadła do gustu. Skierował mnie z powrotem do środka, zapraszając bym usiadła na łóżku.

Mówił, opowiadał, ciągle mówił. Robił czasem przerwę na to by usłyszeć co u mnie, ale gdy tylko otwierałam usta kwitował „Nie muszę Ciebie słuchać by wiedzieć,że się zmieniłaś. Wystarczy na Ciebie spojrzeć Pani Makler” i tak zakańczała się moja wypowiedź. Niepozornie podczas opowiadań przysuwał się do mnie. Widząc to, ja odsuwałam się od niego. Zabawa w kotka i myszkę ciągnęła się dosyć długo. P. liczył na coś czego otrzymać nie mógł, a mi tylko ciśnienie skakało na tyle bym robiła się co raz bardziej nerwowa.

Zadzwonił telefon. Wstałam z łóżka i przeczytałam na ekranie tylko dwa słowa „Tatuś K…..k”. Tylko nie w tym momencie !- pomyślałam. On i Mama mają wyjątkową zdolność do dzwonienia w nieodpowiednim momencie.
Odłączyłam połączenie, odwróciłam się i zobaczyłam P. bez koszulki -Co ty kur%a robisz ? - krzyknęłam . Objął mnie jak dziecko pod pachami i kierował swoje ręce do góry, po to by zdjąć mi koszule. Odepchnęłam go, a on nadal parł. Zrobiłam to samo jeszcze raz, tyle, że dwa razy mocniej. Zamilkł nic nie mówiąc. A ja już nic nie mogąc zatrzymać, wybuchłam.

-Posłuchaj mnie napalony samcu ! Jeszcze raz złapiesz mnie w ten sposób i zaczniesz napierać na cokolwiek, a moja ręka wyląduje na twojej szczęce. P. do jasnej cholery, czy Ty nie rozumiesz,że jestem zajęta? Że nareszcie mam kogoś na kim mi zależy? Co Ci odbija ? -  krzyknęłam. Jestem pewna ,że jego rodzina słyszała przynajmniej połowę mych słów.
-O. przestań krzyczeć, przestań. Ja chcę tylko się przytulić, nie mogę?
-Nie, nie możesz….Wychodzę.
-Zostań - dodał.
-Nie mam dla kogo.
-Zawsze odchodzisz.
-Dla wybranych wracam – zaczęła męczyć mnie ta wymiana zdań.
-Ona jest wybraną?
-Na litość boską, nie wiem!

Kiwnął głową niepewnie aprobując zrozumienie. Założył t-shirt, odsunął się ode mnie. W pokoju zapanowała niezręczna cisza, którą musiałam przerwać:
-Ech… Nie wiem czy będę z Nią tydzień czy dwa. Nie mam pewności czy jest osobą której mogę zaufać, która nie okaże się błędną inwestycją za którą będę płacić miesiącami, latami…ale chce tego….chce ponieść to ryzyko. Nie mogę spieprzyć tego,bo mój były przywitał mnie z otwartymi rękoma. Jestem dużą dziewczynką, a nie rozwydrzoną dziewuchą. To mnie rozróżnia, bo wiem czego chce,a czego nie.

Ufa mi, a ja nie mogę jej tego zrobić, muszę ją chronić. 

Przetarł twarz rękami, a ja myślami byłam między jej ramionami. Miałam niesamowitą potrzebę przytulenia jej. 
Odparł od niechcenia i trochę z grzeczności :
-Mam nadzieję,że będziesz ją chroniła równie dobrze jak swoją poprzedniczkę….

Czuły punkt.

-Będę bardziej…-pomyślałam.

Women

Złota kredka.

„Bo zastanów się,masz darmową złota kredkę, którą malujesz sobie świat, jak chcesz, i nie musisz się niczym przejmować za bardzo. I przychodzi kolega z koleżanką, i mówią, weź, Stefan, już odłóż tę kredkę,bo przecież nie jest wszystko złote i nie wszystko złoto, co się świeci, pobądź trochę z nami w świecie black & white.
Nawet jeśli lubisz kolegę z koleżanką, lubisz bardzo, to jednak rezygnacja ze złotej kredki jest jakiś kretyństwem, nie uważasz ?

(…)
I pewnego dnia budzisz się, a dookoła nie ma nic. I wtedy może coś ci zacznie świtać.

Ale ja nie wiem, nie znam się. Mogę mówić tylko za siebie”.
 Małgorzata Halber „Najgorszy człowiek na świecie”

I ja obudziłam się. Wtedy tamtego dnia, po tamtym felernym wieczorze. Czternastego lutego kiedy odeszłam po raz dwieście pięćdziesiąty raz od mojej dziewczyny. Tym razem drzwi zostały zamknięte, a ja tak leżałam.

Leżałam rano i czułam się źle. Nie bardzo źle, ale źle. Telefon służbowy leżał na biurku, papiery ze studiów przewalały się po łóżku sypialnianym , a papierowe torby Wólczanki tworzyły chaos memu pieprzonemu idealnemu światu. Szczęścia niestety nie kupisz, nie wypracujesz, ani nie zdobędziesz na jednej z lepszych uczelni. Nie da Ci go Mama. Nie da Ci go Tata. Przyjaciółka też raczej poskąpi. Po szczęście musisz pójść sam i nie ważne czy będziesz pracownikiem miesiąca w korpo czy pomocnikiem mechanika -należy Ci się w takiej samej mierze.

Moje szczęście zostało umieszczone na półce z podpisem życie towarzyskie w szczelnie zamkniętym słoiku zatytułowanym -emocje. Tam gdzie są emocje jestem ja, a tam gdzie jestem ja są emocje. Oczywiście na półce z życiem zawodowym też są trunki, które interesowały mnie od zawsze i dawały szczęście, nawet poprzez zaczerpnięcie małego łyka. Ale to nie kopało jak tam to wyżej. I tak jakby detoks był mniej boleśniejszy.

Tamtego ranka byłam właśnie na detoksie. Obiecałam przecież każdemu,że już się uspokoję, że nie będę. Widziałam wzrok tych obecnych dziewczyn moich byłych, które poznając mnie w oczach miały przerażenie -że zaraz znów coś, że zaraz nie będzie spokoju. Musiałam zdystansować. Zdystansować na tyle by zabronić sobie pewnych zachowań. Stabilność, spokój czyli rutyna ble. I tak wytrwałam przez 7 miesięcy. Nawet sama się sobie dziwiłam ,że potrafię. Zero portali, zero towarzystwa branżowego. I się oczyściłam i potraciłam niektóre kontakty,a wiele nowych zyskałam. I w sumie wyszło mi to na dobre. I gdy tak właśnie leżałam przez godzinę w swoim łóżku, a w tle leciała poranna telewizja , a w głowie świtały wieczorne słowa czułam,że nastąpiła zmiana w moim życiu. Wstałam, zjadłam śniadanie, poszłam biegać . Dobiegłam do mostu Gdańskiego łapiąc zadyszkę. Rozciągnęłam się, złapałam dwa porządne wdechy i powędrowałam wzrokiem daleko przed siebie opierając się o barierki.

Myślę,że w życiu tak już jest,że jeśli upadniesz to albo będziesz dalej leżał albo wstaniesz ze wzmożoną siłą. I chyba nie ma możliwości zatrzymania w miejscu takiej osoby jaką jestem ja. Możesz spróbować złapać mnie za rękę i zaprowadzić do złotej klatki, nim się jednak obejrzysz zabraknie i mnie i klatki.  

I uśmiechnęłam się na samą myśl o tym co było w moim w życiu, a jednocześnie o tym co może w nim być. I jak wygłodniały wilk, spragniony sprinter, wytrzeźwiały alkoholik myślałam o mojej złotej kredce. Skoro jest pusty żołądek, pusta butelka i niepełny kieliszek to nie pozostało nic innego jak zatemperowanie kredki i wypełnienie brakującego elementu na nowo.

„Nareszcie…”-westchnęłam nie zdejmując z twarzy uśmiechu.

Jednak musiała zostać spełniona jedna rzecz. Jak to mówią ludzie banalnie -”Co było,a nie jest nie pisze w rejestr”.
I z dużą dawką niedosytu musiałam odłączyć się od tego co było za mną, by połączyć z tym co będzie.

Kobiety lubią zmiany, a zwłaszcza ja, kobiety szukają zmian, a zwłaszcza ja. I choć kolacja z eks to nic złego, a najlepsi przyjaciele to tylko Ci długoterminowi to musisz zostawić to co było by przyjąć z pełnym zaangażowaniem to co będzie.

I ja przyjęłam.

Wróciłam na ten sam tor jazdy,ale w lepszym już aucie z mocniejszym silnikiem. Od tamtego wieczoru zaczęło być inaczej.

Teraz jest inaczej…;).

Ciekawe

Z kim teraz Skarbie dzielisz orgazmy?

Centrum,kawiarnia.

Jestem tym razem na czas pierwsza od niej. Rzadko zdarzało się, bym kiedykolwiek czekała na Nią. Z reguły to ludzie czekają na mnie słysząc tłumaczenie -”Albo będę piękna, albo na czas”. Ona też to często słyszała. Być może teraz z punktualnej kobiety stała się spóźnialską. Może się zmieniła albo zwyczajnie zatrzymał ją korek.

Ludzie tak szybko się nie zmieniają -myślę sobie. To na pewno korek.

Dziesięć po siedemnastej staje w drzwiach przemoknięta od deszczu. Zauważa mnie i szeroko się uśmiecha, a ja wstaje i witam się z Nią. Nadal pachnie mocnymi perfumami i papierosami. Nie widziałyśmy się pół roku, a mój organizm reaguje jakby to była co najmniej pierwsza randka. Nawet zapach wydaje się mniej znajomy.Siadamy.

-Czego się napijesz? Kelnerka przyniosła kartę,a ja w między czasie zamówiłam sobie kieliszek słodkiego czerwonego wina. -biorę łyk i dodaję - ale chyba koło słodkiego nawet nie stało. Ewidentnie półwytrawne. Zamawia wodę. Oczy jej się śmieją,aż miło popatrzeć. Chyba na prawdę zależało jej na tym spotkaniu. Kelnerka okazuje się być jej znajomą, więc automatycznie obsługa naszego stolika staje się natychmiastowa.

Przytyła lekko. Oczywiście jej tego nie mówię tylko słucham jak opowiada o swoim życiu codziennym.Chwali mi się awansem na wyższe stanowisko w pracy z czego szczerze się cieszę. Mówi co u znajomych, najbliższych. Znam po części wiele osób z jej towarzystwa, więc i o nich nie omieszkam pytać.

-Marta ma kogoś?

-Nie,ale wciąż szuka. Ma dobrą pracę, więc nie myśli o tym. Ona ten typ co musi się porządnie zakochać.

-Tak jak i Ty jesteś zakochana w I. -odpowiadam szeroko się uśmiechając i zaczesując włosy na bok.

-Robaczku nie tak do końca.

I wchodzimy w rozmowie na grząski grunt po którym lubimy chodzić. Przecież żadną z nas nie interesują tematy zawodowe, z kim sypia Maryśka, ani co się dzieję w polityce. Jesteśmy kobietami,które niegdyś dzieliły sporo wspomnień. Spotkałyśmy się się tylko w jednym celu…..by dowiedzieć się „Z kim teraz Skarbie dzielisz orgazmy?”.  Jeżeli chodzi o mnie , P. pewnie myśli „Komu znów namieszała w głowie”….

-No P. jesteś w związku,a (przynajmniej na fb)z kobietą ,której nie można zarzucić ani braku urody, ani braku inteligencji. A więc co jest nie tak ?

I zaczęłam słuchać o związku prawie idealnym, który prawie jest, prawie nie ma. O jej kobiecie ,która tak naprawdę bawi się swoją orientacją i nie wie czego chce. Ja poznając Ją od razu wiedziałam co jest grane,więc tylko delikatnie ostrzegłam P. by nie stać się niczyim wrogiem, następnie zamilkłam i nie komentowałam. Zamilkłam, aż nie dostałam niemoralnej propozycji, mianowicie przyjechania na noc. Dało mi to sporo do myślenia. I teraz gdy okazuje się,że rzeczywiście to nie jest związek, dodaje sobie dumnie parę pkt. do mego odkrywania ludzi na wskroś.

-P., ale w każdym związku bywa różnie. Są gorsze i lepsze dni. Skoro poznałaś kobietę heteroseksualna i zaczęłaś z nią być to powinnaś zacząć się z tym liczyć,że pewnego dnia może uciec do romea. Musicie oby dwie nad tym pracować.

-O. my pracujemy. Tylko ja tego do końca nie czuje…..No,ale ja tyle mówię, może teraz Ty opowiedz z kim tam się spotykasz.

Zatrzymuje na chwilę myślenie by w głowie przesortować wydarzenia o których mogę wspomnieć, odrzucając te o których lepiej nie wspominać. Jest to trudniejsze niż myślałam, bo wszystko jest ze sobą takie połączone.Ech…

-Dziubku zacznę od początku , otóż wiele się zmieniło od naszego ostatniego spotkania.
- Biust masz większy- dodaje mi rozbawiona.
-Właśnie widze,że cały czas mi się patrzysz dekolt! …….I schudłam wyobraź sobie. Ale powracając eghm do pytania otóż odcięłam się troszkę od towarzystwa branżowego. Musiałam, bo już dosyć miałam dymu wokół mnie, ciągle jakaś, ciągle coś. Ileż można. Dostałam nawet ksywkę Zadymiara. Koleżanki mówiły na imprezach „Ooo jest O%$%$ to zaraz będzie coś się działo. Idziemy po popcorn”. Wyszło mi to na dobre chodź z niektórymi dziewuchami do dzisiaj mam problem. 

P. śmieję się, bo sama była jednym z moich problemów. Tylko tym z rodzaju słodszych ;). Opowiedziałam jej o moich perypetiach ,o moich sukcesach, o nadchodzących i już podjętych zmianach. Opowiedziałam jej też o facecie z którym się widywałam, któremu poniekąd zawdzięczam odnalezienie spokoju wewnętrznego. Oczywiście zapytała ironicznie „A nie powiedziałaś mu ,że miałaś dziewczyny ?”  jakby chciała być pierwszą, która to zrobi. Nie powiedziałam, bo nasza znajomość przez moje małe zaangażowanie stanęła w miejscu. Będąc na tyle dojrzałą potrafiłam sama przed sobą i przed nim do tego się przyznać. Jego ostatnie słowa po kłótni brzmiały „Chciałbym Ci tylko powiedzieć,że przy tobie świat kręci się w drugą ,lepszą stronę i jesteś najbardziej wyjątkową i trudną dziewczyną jaką znałem”. Nie mogłam mu złamać serca.

-P. mogę Ciebie o coś zapytać. Mi trudno się mówi o uczuciach, lepiej je wyraża słowem pisanym, a najlepiej czynem,ale….długo o mnie myślałaś po rozstaniu ?

-Nie. Nie myślałam. Ja nadal myślę…

Zawstydzając się tym wyznaniem nadziała oliwkę z sałatki na widelec i odrzekła głośno – Oliwki to są jednak zajebiste! ;)

Instynkt stada

Film…Tak chciałabym zrealizować film o swoim życiu. Wpadłam na ten pomysł pewnego wieczoru, lata 2007.  Gdy minął
rok 2012-sty doszłam do wniosku,że nie umieszczę wszystkich swoich przeżyć w stu dwudziestu minutach. Zresztą
opowiedzieć gdzieś tam swoją historię to każdy głupi potrafi co każdego roku udowadniają konsekwentnie
nam o tym scenarzyści polskich filmów tj.”Facet niepotrzebny od zaraz”(nie żebym wieszała psy na
polskiej kinematografii,która jest dobra! Tylko ten cholerny film, bezwątkowo-hejterski nie przypadł mi do gustu).
Ale opowiedzieć historię w taki sposób by zainteresować widza, Ba! To jest dopiero wyzwanie.

 

Nie. To nie mógłby być jeden film…to musiałaby być trylogia. Trylogia z konkretnymi wątkami,ale z drugiej strony
trylogia musiałaby się zakończyć.Odejdźmy od filmu,zrobię serial!
Serial z 12-stoma sezonami połacząnymi w kilka częsci. Ha! Można ? Można. U mnie w życiu
dobrych wątków przybywa to gwarantuje ,że i w serialu by ich nie zabrakło. Już nie długo na półkach wszystkich
lesbijek w Polsce „Warszawskie obcasy”-historia kilku dziewcząt zaplątanych w perypetie miłosne.Drink życia,
kęs seksu do tego przystawka rozsądku od jutra z gazetą wyborczą . Aż samą mnie to śmieszy…;).

 

Razem z Wiosną obudziło się we mnie wiele tradycyjnych instynktów, jednym z nim jest poczucie bycia w stadzie
dwuosobowym. I teraz Buum,połowa z was się zastanawia co oznacza stado „dwuosobowe”, a moja Była czytając to
podnosi kąciki ust ku pełnemu uśmiechu. Tak, tkwiłam przez ostatnie miesiące w związku kilkuosobowym , mówiąc
kolokwialnie „stadzie”. Nie pieprzyłam się ze wszystkimi, łóżko zawsze pozostawiam dla siebie,ale moje emocje…
one były podzielone, rozdane na kilka stolików. Niewiedziałam sama co począć z wieloma sytuacjami,więc nie poczęłam
nic. Czy dobrze zrobiłam będąc bierną? Myślę,że tak. Zawsze starałam się być pasywna na każdej płaszczyźnie, zawsze
starałam się być tą alfą i omegą,aż w końcu kiedyś przystojny Pan w okularach mi powiedział „Milagro niech sprawy zaczną
się kręcić wokół Ciebie, nigdy odwrotnie”. I tak się stało, wykorzystałam tą rade po czasie i stanęłam w epicentrum
mego życia towarzyskiego.Niewątpliwie ta decyzja była słuszna. Robiłam swoje bacznie obserwując ruchliwe otoczenie.
Nie zliczę ile sytuacji od września zeszłego roku ,gdy podjęłam tą decyzję,aż do teraz widziałam. Sama w niektórych
uczestniczyłam…ale nie zapominałam o tym co dla mnie w danej chwili było istotniejsze w danym okresie czyli nauka i egzaminy.

Trochę tu było mnie, trochę tam. Rzekłabym piękne zdanie „Nie wiem ile Ciebie jest we mnie”…i ja tego nie wiedziałam. Nie wiedziałam na ile ja was mam, na ile wy mnie. Wplątana w kilka relacji zbudowałam swoją fasadę na różnych fundamentach. Fajnie, nie ? Taka lajtowa poligamia emocjonalna. Takie wszystko & nic! To,że byłam bierna nie miało najmniejszego znaczenia. Wszystko działało „gdzieś tam w tle”.

 

Dzisiaj mamy 24 Marca troszkę po północy. Zaraz gaszę swój komputer, zmyję makijaż ,odmówię jak co wieczór modlitwę i pójdę spać. W okresie przygotowań do ważnych egzaminów ,każda godzina jest na wagę złota. Do moich obowiązków doszedł jeszcze kurs na prawo jazdy kategorii B.  Zasnę o dwa kilogramy szczuplejsza, z włosami o 2 cm krótszymi , z sumieniem czystym i nieodpartą chęcią posiadania tej jednej budowli z tym jednym fundamentem. Moja droga do miłości tej idealnej jak i do sukcesu jest wciąż w budowie. Chociaż…czy nie liczy się to co mamy tu i teraz?