Archiwa tagu: młodość

Grey

To ważne, jak wszystko się kończy, lecz ważniejsze jak zaczyna.

W swoim życiu spotkasz wielu ludzi. Będziesz miał/a mnóstwo kumpli, kolegów, znajomych. Jedni Cię zawiodą mniej, drudzy bardziej, a Ci, którzy zostaną skreśleni już na samym początku zostaną z Tobą do końca.
Jedno jest pewne- wyjątkową osobowość spotkasz tylko raz i to prawdopodobnie będzie ten moment w którym zmienisz swoje życie diametralnie.

Dr Carl Jung powiedział, że spotkanie dwóch osobowości podobne jest do kontaktu dwóch substancji chemicznych : jeżeli nastąpi jakakolwiek reakcja, obie ulegają zmianie. I ja się z tym absolutnie zgadzam. Bo to nie będzie zwykła persona, to będzie ktoś kto spowoduje, że uwierzysz w siebie tak po prostu, zwyczajnie.
Zrozumiesz, że życie, które do tej pory prowadziłeś/aś było splotem oczekiwań ludzi wokół Ciebie, a nie tym czego pragniesz. Dasz sobie drugą szansę i słusznie – bo to będzie TA SZANSA.

Nie spieprz tego.

___

W zeszłym roku o tej porze byłam w zupełnie innym punkcie swojego życia niż jestem dzisiaj. Zawodowo stawiałam pierwsze kroki w dużej korporacji, poznawałam świat wilków finansjery, zaczęłam otaczać się innym (nie gorszym, nie lepszym) towarzystwem. Rok dwa tysiące czternasty- piętnasty, był sam w sobie rokiem zmian, destabilizacji, zmian kierunków w życiu.

Pojawiła się też Ona, brunetka w jeansach. Zamieszanie, zmiany – wszystko w jednym. Uciekałam jak głupia, a jednocześnie trzymałam kurczowo za rękę, bo chciałam pokazać to co mam najpiękniejszego – czyli swój świat. Nie było łatwo i do dzisiaj nie jest, bo nie lubię łatwych kobiet, a Ona jest tego świetnym przykładem. Przetrwałyśmy najtrudniejszy okres w którym jedną nogą byłam w przeszłości, a drugą w teraźniejszości. Kobiecie po rozstaniu bardzo ciężko jest wrócić do normalności szczególnie gdy wcześniej trudno było przekonać ją do związku. To tak jakby ta sama książka miałaby być pisana na nowo…od tyłu…do górny nogami. Niemożliwe, a da się. Tylko kobieta ma takie możliwości.

Wróćmy do grudnia 2015.

___

Dobra był listopad O. !- klepnął mnie delikatnie po ramieniu szef i wyszedł z pokoju dla doradców. Uśmiechnęłam się do monitora nie odwracając głowy do nikogo. Sukcesy zawodowe najlepiej świętować w sobie i podchodzić do wyniku jak do niczego nadzwyczajnego, to buduje komfort podczas świetnego miesiąca i zapewnia spokój podczas gorszego. A internet młodego coachingu powiada – „Pracuj po cichu, niech sukces krzyczy za Ciebie”. I ja się z tym zgadzam.
Grudzień w pracy zamknęłam na dobrym poziomie. Nie na najlepszym, ale na dobrym. Nie mogłam pracować dłużej niż dwa tygodnie, ponieważ koło 18- stego wyjeżdżałam do Austrii do rodziny.

Urlop w ostatnim kwartale roku był moją wisienką na torcie. Potrzebowałam tego bardzo mocno.

___

Sylwester 31.12.2015
Linz, Austria

W ostatni dzień roku, zza oknem poprószył śnieg. Przygotowania do Nocy Sylwestrowej były bardzo nerwowe, ale trudno było tego uniknąć, trzy eleganckie kobiety szły do rodziny, a potem na miasto by pożegnać stary rok. Ja, Ciocia oraz Ona czyli Moja Malinka, która sprezentowała mi swój przyjazd do Austrii i towarzyszyła mi w tym ważnym dniu.

Chwilkę przed dwudziestą siedzimy przy okrągłym stole nakrytym specjalnymi przystawkami oraz daniami charakterystycznymi dla tego regionu i popijamy dobre trunki. Jest już nas więcej. Jest mój Tata, jego kobieta, Wujek, Ciocia i kilka innych osób. Dla mnie najważniejsza jest jednak Ona. Nie pokazuje tego, ale wewnętrznie bardzo przeżywam jej pobyt w moich rodzinnych stronach. Jest to dla mnie jak katharsis, a jednocześnie odkrycie bardziej siebie. Pokazując komuś obcemu, a jednocześnie tak bliskiemu swój skarb, emocje, bliską rodzinę, ryzykujemy sporo, ale i od górnie zyskujemy. Nikt nie wie co dalej będzie, z danej chwili możesz wyciągnąć wszystko i nic.
Ja, wrodziłam się bardzo w rodzinę Taty. Jego siostra mogłaby być bez problemu moją Mamą. Łączy mnie z nią nie tylko zachowanie, ale i styl, postrzeganie świata, klasa i nonszalancja. Ciocia pomimo wspaniałej rodziny, sama sobie jest sterem i okrętem. Od kiedy stąpam na tym świecie nie widziałam jej nigdy w spodniach, a od zawsze nosi je w małżeństwie. Pracuje, planuje, wylicza, weekendami gotuje, wygląda, zachwyca, olśniewa, rozwija się. Jest lekarzem. Musi i chce, ale uwierzcie mi, że wszystko robi perfekcyjnie.
Jest dla mnie moim celem i chodzącym przykładem. Chciałabym być taka jak ona.

-Jesteś Skarbie bardzo podobna do Cioci- powiedziała Alex tamtego wieczoru. W środku czułam się dumna. Na zewnątrz podziękowałam. Całą uwagę poświęcałam jej wyglądowi. Biało-czarna sukienka opinała jej szczupłe ciało, ciemne rajstopy dodawały klasy, a delikatne loki opadały na ramiona, zawijane co chwile za ucho by nie wpadały do talerza. Naturalnie, piękna. Bez ingerencji lekarza, igły czy tony makijażu. Chciałam wstać i powiedzieć wszystkim wokół ,że tak ! To moja dziewczyna, moja połówka! Ale nie mogłam…Siedziałam w czarnej długiej sukni, trzymając nogę na nogę, popijałam Tullamore dew z podwójną colą i byłam szczęśliwa. Jest tam ze mną.
Gdy wystrzeliły petardy wszędzie wokół ,miałam łzy w oczach.

 

Ze szczęścia Panie Boże, ze szczęścia…

1456888_634689383243561_9846022_n

Witam w 2016. 

Naked

O dziewczynce, która nie chce chłopca.

Pisałam o kobietach.
Swoich, nieswoich, obcych, moich, byłych, niedoszłych, młodszych….
Brunetkach (bo mam słabość), blondynkach, rudych, szatynkach…

Nie pisałam dawno o mężczyznach,a wiele z Was zadaje mi pytania, czemu, skoro jestem biseksualna, o nich nie piszę.Odpowiedź jest aż nazbyt prosta. Moje życie z testosteronem mogłabym nazwać trzema tematami : Byli, niedoszli, koledzy, a cała reszta to tło. Dzisiaj sięgnę do worka z napisem byli i opiszę sytuację dla mnie bardzo świeżą.

Usiądź wygodnie.

___

Sto dziewięćdziesiąt centymetrów zamknięte w brunecie z dużymi dłońmi i ciekawym spojrzeniem. Nie chudym, dobrze zbudowanym, ale bez wyraźnej linii mięśni.

P.pomimo braku sześciopaku na brzuchu zawsze miał powodzenie u kobiet. Dziewczyny zaraz po grach były jego ulubionym zajęciem, wręcz pasją tak jak dla poniektórych sport czy gotowanie. Traktował je z osobliwą wyjątkowością jak przystało na wrażliwego misia w opakowaniu łamacza serc,ale wstrętnym kłamstwem byłoby napisanie,że z każdą niewiastą spędził więcej niż kilka randek. Wyjątki jego długiego dystansu stosowane były tylko wtedy gdy się zakochał, resztę na starcie można przypisać lekką ręką jako romans…

Odzew po pół roku celibatu od siebie: 20 czerwca „Przyjedź do mnie, jestem sam Kociaku”-brak reakcji. 15 lipca „Wiesz gdzie teraz jestem ? W miejscu w którym i Ty powinnaś być ze mną. W łóżku.”- brak reakcji.
Sierpień, kolejny wspólny ranek u boku mojej źródła mej miłości i nowych czterech łap w mieszkaniu. Charakterystyczny dźwięk inicjujący przyjście nowej wiadomości na facebook’u . Oczywiście Pan P. ” Co słychać u mojej ulubionej koleżanki ? Nie chce Cię zadręczać, ale może miałabyś ochotę spotkać się i opowiedzieć co u Ciebie, odpisz i życzę udanego tygodnia Zołzo”. Nie myśląc zbyt długo nad odpowiedzią, mówię swojej Malince o propozycji byłego, o którym słyszała wiele złego i dobrego. Królowa rzucania ukrytych aluzji o zazdrości nieprzychylnie patrzy na moje zachcianki, ale po dłużej rozmowie sugeruje bym zrobiła to co uważam za słuszne.

Więc zrobiłam.
Umówiliśmy się.

Przyjechałam autobusem, a P. wyszedł po mnie na przystanek. Był upał, gorąc. Miałam na sobie krótkie szorty, białą przewiewną koszulę i dołożyłam eleganckie klapki. Słowo eleganckie wstawiłam nie przypadkiem gdyż poruszanie się po centrum w sportowych japonkach jest dla mnie wielkim faux-pas ,podobnie jak jechanie roznegliżowaną w metrze. Do swojego stroju dziennego w wielkim mieście mam wyodrębnione zasady,których się trzymam od nastoletnich lat.
Wychodzę z autobusu, podnosząc lekko aviatory z nosa by w żarze słońca dostrzec większa posturę przyglądającą mi się z błogim uśmiechem. Jest i on. Przytył, ale i zmężniał. Nie widzieliśmy się ponad dwa lata, a on nadal podobnie pachnie.

-O. ślicznie wyglądasz -powiedział obejmując mnie mocniej. Zawsze to robił na przywitanie.
-P. skłamałabym odpowiadając,że Ty również,ale jest dobrze. Prawie dorównujesz mi…
-Tęskniłem za tymi słowami, bardzo ! Sarkastyczna żmijo….Uśmiechnął się szeroko, a ja w oczach miałam iskierki dumy. Bycie sobą przysparza mi dużo radości.
-Idziemy do mnie ?-zapytał, a na mojej twarzy namalowała się zdziwienie.
-Nie P., idziemy na spacer, czasy chodzenia do Ciebie myślę,że się skończyły.
Objął mnie ponownie ,uprzednio śmiejąc się w głos. Zmieszał się, ale nie dawał tego po sobie poznać.
-Milagro źle mnie zrozumiałaś ! Kupiłem ciasto.
Jest moja Babcia, która Cie bardzo lubi , myślę,że z wzajemnością. Chodźmy na chwilę do mnie, a potem pójdziemy na spacer.Zgoda?
Poszliśmy. Jego Mama jak zwykle serdecznie przywitała mnie, a Babcia rzuciła miłe słowa. Usiedliśmy w jego pokoju. Nie podobało mi się to i chciałam jak najszybciej wyjść. Czułam się zbyt intymnie, nieswojo. Co rusz, patrząc się na inny przedmiot, do moich myśli przeciskały się wspomnienia drące teraźniejszość.
Nie wytrzymałam. Wstałam, wzięłam torebkę do ręki i skierowałam się do wyjścia. Otwierając drzwi wpadałam na P.
-A Pani gdzie się wybiera?-zaskoczył mnie. Powiedziałam mu prawdę,a jemu ona bardzo przypadła do gustu. Skierował mnie z powrotem do środka, zapraszając bym usiadła na łóżku.

Mówił, opowiadał, ciągle mówił. Robił czasem przerwę na to by usłyszeć co u mnie, ale gdy tylko otwierałam usta kwitował „Nie muszę Ciebie słuchać by wiedzieć,że się zmieniłaś. Wystarczy na Ciebie spojrzeć Pani Makler” i tak zakańczała się moja wypowiedź. Niepozornie podczas opowiadań przysuwał się do mnie. Widząc to, ja odsuwałam się od niego. Zabawa w kotka i myszkę ciągnęła się dosyć długo. P. liczył na coś czego otrzymać nie mógł, a mi tylko ciśnienie skakało na tyle bym robiła się co raz bardziej nerwowa.

Zadzwonił telefon. Wstałam z łóżka i przeczytałam na ekranie tylko dwa słowa „Tatuś K…..k”. Tylko nie w tym momencie !- pomyślałam. On i Mama mają wyjątkową zdolność do dzwonienia w nieodpowiednim momencie.
Odłączyłam połączenie, odwróciłam się i zobaczyłam P. bez koszulki -Co ty kur%a robisz ? - krzyknęłam . Objął mnie jak dziecko pod pachami i kierował swoje ręce do góry, po to by zdjąć mi koszule. Odepchnęłam go, a on nadal parł. Zrobiłam to samo jeszcze raz, tyle, że dwa razy mocniej. Zamilkł nic nie mówiąc. A ja już nic nie mogąc zatrzymać, wybuchłam.

-Posłuchaj mnie napalony samcu ! Jeszcze raz złapiesz mnie w ten sposób i zaczniesz napierać na cokolwiek, a moja ręka wyląduje na twojej szczęce. P. do jasnej cholery, czy Ty nie rozumiesz,że jestem zajęta? Że nareszcie mam kogoś na kim mi zależy? Co Ci odbija ? -  krzyknęłam. Jestem pewna ,że jego rodzina słyszała przynajmniej połowę mych słów.
-O. przestań krzyczeć, przestań. Ja chcę tylko się przytulić, nie mogę?
-Nie, nie możesz….Wychodzę.
-Zostań - dodał.
-Nie mam dla kogo.
-Zawsze odchodzisz.
-Dla wybranych wracam – zaczęła męczyć mnie ta wymiana zdań.
-Ona jest wybraną?
-Na litość boską, nie wiem!

Kiwnął głową niepewnie aprobując zrozumienie. Założył t-shirt, odsunął się ode mnie. W pokoju zapanowała niezręczna cisza, którą musiałam przerwać:
-Ech… Nie wiem czy będę z Nią tydzień czy dwa. Nie mam pewności czy jest osobą której mogę zaufać, która nie okaże się błędną inwestycją za którą będę płacić miesiącami, latami…ale chce tego….chce ponieść to ryzyko. Nie mogę spieprzyć tego,bo mój były przywitał mnie z otwartymi rękoma. Jestem dużą dziewczynką, a nie rozwydrzoną dziewuchą. To mnie rozróżnia, bo wiem czego chce,a czego nie.

Ufa mi, a ja nie mogę jej tego zrobić, muszę ją chronić. 

Przetarł twarz rękami, a ja myślami byłam między jej ramionami. Miałam niesamowitą potrzebę przytulenia jej. 
Odparł od niechcenia i trochę z grzeczności :
-Mam nadzieję,że będziesz ją chroniła równie dobrze jak swoją poprzedniczkę….

Czuły punkt.

-Będę bardziej…-pomyślałam.

Oliwkaa

I gdyby mój weekend był muzyką(…)Ty byłabyś zadziorną chrypką tego głosu.

I gdyby mój weekend był formą na ciasto,
to Ty byłabyś gęstą czekoladą, która go wypełniła.
Taką gęstą z nutką goryczy i posmakiem chili na końcu…

I gdyby mój weekend był muzyką, to byłaby to piosenka
chwytająca za serca z damskim wokalem , a Ty byłabyś
zadziorną chrypką tego głosu. 

Moje dwa dni uwolnione od żmudnej codzienności,
nie były ani formą na ciasto ani piosenką, 

były Tobą.

Od początku do końca.

28.03.2015

Znana ,ale spokojniejsza dzielnica Warszawy, po drugiej strony Wisły. Sobota.

Wchodzimy do zamkniętego osiedla z Panią od nieruchomości , typowo wyglądającą jak na swój zawód. Powściągliwą, roztrzepaną ,ale wciąż starająca się zachować odpowiednią co do wykonywanej funkcji postawę. Nowoczesny apartamentowiec w którym czuć jeszcze było zapach farby zabrał nas na siódme piętro. Pokój 351.
Weszłyśmy do środka , rozejrzałyśmy się i nic więcej nie trzeba było komentować. Dwu poziomowy apartament był tak jak na zdjęciu – prześliczny. Kilka formalności z agentką ,dwa podpisy , zapłata i na dwa dni stał się naszą własnością. Ja i dziewczyna z ogłoszenia.

Przebywając z jedną osobą sam na sam, po za klubem, miastem , bez towarzystwa, możesz dostrzec więcej niż Ci się wydawało. Nie rozprasza Cię otoczenie ani nie masz sprzyjających warunków do zakładania maski, masz wybór pomiędzy byciem sobą, a staraniem się o bycie sobą. Ja tamtego wieczoru starałam się być sobą gdyż najzwyczajniej w świecie krępacja wynikająca z braku całkowitego poznania drugiej osoby, wzięła górę. Jednak mimo wszystko te szczegóły , które zaobserwowałam potwierdziły wiele moich domysłów co do nowej osoby. Mam tzw. złoty strzał jeśli chodzi o wybór osób ,moja strzała zainteresowania zawsze wbija się w odpowiednią klatkę piersiową…

Biała pościel, Ty na niej , ja obok Ciebie.
Kobieta nigdzie tak dobrze nie wygląda jak na tle białej pościeli . Światło świec rozstawionych po całym mieszkaniu rzuca delikatny cień na jej ramiona, a ciemne ściany podają nam intymność jak na tacy.
Jest na mnie ,w ciemnej bokserce, a ja w środku przeżywam każdy jej ruch. Patrzę na jej ciało i zastanawiam się co nosi w sobie ten piękny umysł.

Nie potrzeba chwili abyśmy zdjęły zbędny bagaż ubrań i wplątały się w siebie niczym zgłodniałe uczuć.Jedna ręka w jej burzy brązowych włosów mocniej ściskająca każdy kosmyk, a druga na biodrach wpijająca się w skórę brzucha. Powolny oddech przeciskający się między ustami jak gdyby chciał skraść niewinność tych chwil. Czuje jej puls, jej rytm, ją, a tak niewiele się dotychczas wydarzyło. Trzymam jej twarz blisko siebie , przekręcam zdecydowanie ciało i mam już całe pod sobą. Tak jak najbardziej lubię. Odpinam stanik patrząc głęboko w oczy i widzę po spojrzeniu,że o coś chodzi. Że zablokowany jest jakiś element. Nie jest to nagość, nie intymność chwili, nie zły moment, a pewność. Pewność ,że to co robię jest tylko dla Niej. I z każdym głębszym pocałunkiem i dodatkiem chwili czuję jak ciepło naszych ciał scala się ze sobą. Zjadam ją kawałek po kawałku….jęk po jęku…. a brunetka nosząca piękno ciało z niebanalną urodą staje się kimś więcej niż nową znajomością.

 Mam Cię Kotku. Ty masz mnie. 

I Bóg mi świadkiem,że najpiękniejsze dni naszego życia to najczęściej noc.

 

 

Prywatna galeria.

Prywatna galeria.

 

Oliwka2

Prywatna galeria.

Tattoo

Blady świt w mym sercu.

Ostatnio jadąc do pracy drugą warszawską linią metra doszłam do wniosku,że jedną z największych tragedii dla mnie byłoby życie w związku u boku osoby, której nie kocham. Niemożność bycia z drugą połówką,tą właściwą, wypaliłaby mnie najbardziej.

Wyobraź sobie te zakłamane wiadomości w których utwierdzasz,że kochasz,tęsknisz, a w wolnej chwili tylko przypominasz sobie o Niej. Wyobraź sobie tą nieposkromioną ciekawość usłyszenia co u Niej i zaspakajania to błahym śledzeniem profilu na Facebooku. Wspominanie jej osoby obecnej partnerce/partnerowi i gryzienie się w język, bo przecież nie wypada,bo przecież ona/on Jej nienawidzi. Ta burza emocji wylana do cudzych ust. Taka osoba, która jest przy Tobie nigdy nie będzie miała całkowitego dostępu do Ciebie, bo prawdziwy element Ciebie został u Niej.

W sytuacji, której kochamy swoją byłą ,a nie jesteśmy z nią z jakiegoś powodu powoduje,że stajemy się emocjonalnie niespełnieni. Szukamy wiadra, które wypełnimy uczuciami. To obrzydliwe, bo ranimy przy tym szereg niewinnych osób chcąc załatać podartą dziurę byle jakim materiałem. A los bywa okrutny i czasem dokłada cegły do tego widowiska i pojawia się dziecko bądź wspólne mieszkanie i co wtedy ? Nie ma odwrotu. Egzystujesz z nim, ale w głowie żyjesz z Nią. Mijają dni, miesiące, lata i wszystko przemija ,aż pewnego jesiennego wieczoru odprowadzając dziecko na lekcje języka francuskiego spotykasz znajomą twarz. Odwracasz się i zagadujesz. Okazuje się,że to Ona ta, która przewróciła Twoje życie do góry nogami. Nadal piękna z inteligentnym wyrazem twarzy. Pyta : - To Twoje ?  Ty kiwasz głową i karzesz przywitać się dziecku – Przywitaj się grzecznie Małgosiu. I uśmiechasz się ,a w głowie zadajesz sobie pytanie co by było gdyby? Gdybym odważyła się wziąć los w swoje ręce, gdybym zawalczyła i schowała dumę głębiej niż uprzedzenia. I wtedy robisz bilans zysków i strat. Zamyślasz się i z uprzejmości pytasz -A co u Ciebie ?  Chociaż wcale nie chcesz wiedzieć. I wtedy Ona pokazuje Ci zdjęcia swojej dziewczyny w wspólnym mieszkaniu, szczerze się przy tym uśmiechając , tryskając szczęściem. A Ciebie boli, bo tak bardzo chciałabyś być na jej miejscu. I żegnacie się, a Ty w głowie wciąż myślisz „co by było gdyby..”.

W moim życiu nie ma miejsca na co by było gdyby, ale wiem, że czasem nie mamy wyboru ,bo Ona odchodzi zostawiając nas z niedopowiedzeniami i otwartymi drzwiami.

I zabawne jest to,że piszę o tym z pozycji osoby przeważnie odchodzącej od ludzi. Tyle,że odchodzenie dla mnie ma sens. W związkach nie chodzi o to by trwać przy sobie , ale o to by podążać za sobą. Podążać jak w szaleńczej pogoni.

 

>>>Dostałam od was prywatnie, mnóstwo wiadomości pocieszających, miłych i tych stawiających moją osobę do pionu ;). To szalenie miłe. Uogólniając, mniej więcej w każdej wiadomości było zawarte pytanie „Jak się trzymam ?”.

Skłamałabym pisząc,że leże załamana, odpuściłam pracę i właśnie kończę kolejne pudełko lodów. Nie. Ja tak nie przeżywam żadnej tragedii, ja ją chowam w siebie.
Wszystko jest dobrze,ale czuje się jak na odwyku. Nie mogę czuć, nie potrafię nie czuć. Nie mogę zapomnieć, nie mogę nie zapomnieć. I nie pomagają tutaj nowe najlepsze kosmetyki ani masa ubrań, bo w środku czuję się wciąż stara. Stara na Twoją miłość, która zasklepiła się we mnie na zawsze. I nikt nie chce mi wytłumaczyć „czemu ze wszystkich pragnień na świecie wybrałam Ciebie „, bo ja tylko na to odpowiedzi poszukuje.
Wciąż nie wiem gdzie leży sekret tych bladych ust i ciepła skroni. Tej wyjątkowości , która tak na mnie działała.

I bałam się, cholernie bałam,że wrócę do swej frywolności sprzed trzech lat. Na szczęście to nie nastąpiło.

Teraz stoję mocniej niż mogłoby się wydawać.

Jestem godzina 9.00, a ja przechodzę przez pasy w centrum miasta, ubrana w czarny damski garnitur. Słońce odbija mi się w ray’banach, a beżowy płaszczyk chroni jeszcze od zimowego chłodu.

Kocham wiosnę prawie tak mocno jak pocałunki.

Na pewne rzeczy w życiu warto czekać latami albo przebudzić się dużo wcześniej i samemu po nie sięgnąć. Wybór zawsze należy do  nas.

Me mała

Głos wrażliwości.

Moment kiedy zaczynasz kogoś kochać jest tak samo niespodziewanym momentem, jak ten w którym przestajesz.

To nie będzie kolejny wpis o ponętnych ustach moich byłych. To nie będzie też wpis o samczym zachowaniu w obcym stadzie. Nie opowiem o swej miłości, bólu, facecie,pracy …

 

…opowiem o źródle mych pokładów wrażliwości.

Jeśli masz gorszy dzień, Twój szef Cię wkurzył albo zwyczajnie masz dość życia. Nie czytaj tego. Załamiesz się jeszcze bardziej.

Byłam mała. Na pewno za mała na to oby rozumieć wiele na tym świecie. Miałam niespełna sześć latek gdy moja Mama zaczęła miewać problemy z Tatusiem (albo wtedy dopiero to dostrzegłam, nie wiem)Tatuś nie zawsze był dobry , chyba nawet był bardziej niedobry niż dobry.
Nie pił, nie ćpał, miał dobrze płatną pracę, ale nie miał szacunku do kobiety, która urodziła mu dwójkę dzieci. Brat starszy nie był najgrzeczniejszy, pomimo zapewniania warunków oraz miłości od obojga rodziców. Odziedziczył charakter chyba po ojczulku,więc Mama wszelkie ambicje o idealnym dziecku przełożyła na mnie.

I nie zawiodła się. Byłam bezproblemowym dziewczynką z gęstymi, brązowymi włoskami sięgającymi zza plecy z książką w jednej rączce, a z Mustangiem z Toy story w drugiej. Kochałam konie i miałam ich cały pokój. Lalki też, ale pluszaki oraz konie były fajniejsze. „Córeczka Tatusia, moja małpeczka!”- mówił na mnie Tata. Nie byłam córeczką Tatusia ,chociaż z wyglądu nie dało się zaprzeczyć,więcej odziedziczyłam po Tacie niż Mamie.
Byłam zdecydowanie córeczką Mamusi, która miała ze mną niesamowitą więź.Pierwszym wrogiem w mym życiu było dla mnie przedszkole, które rozdzieliło nas. Ja lubiłam przedszkole samo w sobie, kolegów, koleżanki, ale nie lubiłam tego,że nie ma w nim Mamusi. 

Mama też tego nie lubiła, bo za każdym razem gdy mnie odprowadzała miała łzy w oczach.

Ja też płakałam. Mama chyba widziała we mnie nie tylko swoją córkę, ale i przyjaciółkę. Mówiła mi bardzo wiele, przekazywała każdą emocję. I dobrą i złą. I uśmiech i płacz. Z biegiem czasu widzę,że to nie było dobre rozwiązanie. 

Pamiętam jesienny wieczór gdy leciała smutna piosenka, a Mama po pracy siedziała sama na kanapie.Bawiąc się z kotem przypadkiem przybiegłam do pokoju.
Patrzyła się smutnym wzrokiem w telewizor. Podbiegłam, położyłam główkę na jej kolanach i zaczęłam płakać. Ona wzięła mnie z podłogi na kolana i chowając głowę we mnie ,uroniła sporo łez. Płakałyśmy we dwie. 

Ona tego potrzebowała,a ja to czułam bardziej niż ktokolwiek na świecie.

 

Czternaście lat później.

Czerwony podjechał po mnie autem pod pracę. Wychodząc z biura sprawdziłam w kalendarzu,że mam do załatwienia kilka ważnych spraw na mieście. Zaproponował mi swoje towarzystwo choć podczas podróży był inny niż zwykle.Trzymał twardo ręce na kierownicy patrząc się cały czas przed siebie. W aucie panowała gęsta atmosfera, którą wręcz można było kroić nożem. Nie wytrzymałam w końcu i ściszając radio ,krzyknęłam:

- Zły jesteś,że nie mogę odpowiedzieć Ci tego samego? Czy o co chodzi?
-…
-Czy Ty możesz coś powiedzieć do jasnej cholery!
Zatrzymał nagle auto,zjeżdżając na bok. Zacisnął ręczny, zgasił silnik. Zauważyłam,że nie jest dobrze,złapał mnie za rękę i odwrócił twarz. Miał łzy w oczach. Facet, który bicepsem połamał by nie jednemu nos, popłakał się. Odrzuciłam torebkę na tylne siedzenie i go mocno przytuliłam. Zapytałam po kilku chwilach co się stało. Czerwony przetarł nos chusteczką i wyjął ze schowka wyniki badań nowotworowych. Wzięłam to do ręki i ujrzałam,że widnieje tam jego nazwisko lecz inne imię.

Otworzyłam szybko drzwi od auta, zdjęłam płaszcz. Mróz uderzył mnie mocno w twarz otrzeźwiając momentalnie. Kierowcy jadący wałem miedzeszyńskim zwalniali przy nas nie wiedząc co się dzieję.
-Wiesz,że nie jestem kobietą dla Ciebie i nigdy nie będę. Byłabym okropną suką gdybym na tle twoich trudności życiowych, okłamywała Cię. Ale wiedz,że cokolwiek się stanie będę przy Tobie. Nie ważne jako kto, po prostu będę. I nigdy w to nie wątp.

Przeklął głośno w niebiosa dając tym samym do zrozumienia,że go boli…boli mocno w środku. Faceci mają więcej emocji niż nam się wydaje. Wypuszczają je z klatki w dwóch sytuacjach- albo po alkoholu albo gdy są przyparci do muru.

Kur** jesteś niesamowitą dziewczyną…dziękuje... wyszeptał na ucho. Dziękuje….

 

Nie jestem.

Dwie

Pokolenie tchórzów.

Mówisz,że jesteś odważna, więc czy kiedykolwiek usłyszałaś „kocham cię” od osoby, której tego samego nie mogłaś odpowiedzieć? I jaka była Twoja reakcja ? Tylko na milczenie było Cię stać.
A może stałaś po drugiej stronie barykady i był/a w Twym życiu  mężczyzna/kobieta, ktoś do kogo czułaś więcej niż mówiłaś, więcej niż powinnaś? Nie powiedziałaś o swoim uczuciu, nie powiedziałaś o tej słabości. Przegrałabyś wtedy z impetem grę pozorów. Pragnęłaś jak mało kto, ale milczałaś jak każdy. Nie zaryzykowałaś i być może straciłaś coś na co w głębi duszy sama zapracowałaś, a bałaś się tylko po to sięgnąć.

A w towarzystwie jesteś niezależną siebie singielką czy może kobietą, która nie wie czego chce? Oczywiście, w Twoim życiu mogło potoczyć się różnie i nikt nie zna Twojej historii, ale jestem pewna w 99 %,że uszyjesz do siebie wygodną historię w której będziesz „ładnie wyglądać” i nikomu nie powiesz całkowitej prawdy. Ukryjesz swą nagość emocjonalną.
Jesteś dumną kobietą, nie możesz. Nie wolno. 

Ile razy popełniałaś błąd, a cholerna pani duma upierała się obyś stała twardo przy swoim i broniła swoich racji ? Nie miałaś racji, ale nie mogłaś odpuścić.

My młodzi uważamy,że przejawem odwagi jest pójście na imprezę w weekend wolny od pracy,zakrapiany drogim alkoholem z domieszką białego nosku. Jak to napisała moja koleżanka z pracy na facebook’u :
„Nie warto marnować życia na słabych facetów i kiepskie narkotyki „

Notabene dobra z niej dziewczyna, lubię ją. Martwi mnie tylko sposób myślenia 23-latki, ale co ja mogę wiedzieć skoro nie miałam niczego psychodelicznego w ustach. Nie znam się.

My młodzi uważamy się za bohaterów, a gdy przychodzi co do czego płaczemy w poduszkę mając pretensje do całego świata. Bronimy swoich cnót, wyznając zupełnie inne wartości niż dzisiejsze pokolenie. Ja jestem dzieckiem lat dziewięćdziesiątych i mogę śmiało powiedzieć,że nasze wartości podciągają się pod te wyznawane przez wcześniejsze pokolenia. Urodziliśmy się w czasach jeszcze niezepsutych.

Za to teraz psujemy się sami.

Uczymy się odwagi z marnym skutkiem.