Archiwa tagu: lesbijka

Grey

To ważne, jak wszystko się kończy, lecz ważniejsze jak zaczyna.

W swoim życiu spotkasz wielu ludzi. Będziesz miał/a mnóstwo kumpli, kolegów, znajomych. Jedni Cię zawiodą mniej, drudzy bardziej, a Ci, którzy zostaną skreśleni już na samym początku zostaną z Tobą do końca.
Jedno jest pewne- wyjątkową osobowość spotkasz tylko raz i to prawdopodobnie będzie ten moment w którym zmienisz swoje życie diametralnie.

Dr Carl Jung powiedział, że spotkanie dwóch osobowości podobne jest do kontaktu dwóch substancji chemicznych : jeżeli nastąpi jakakolwiek reakcja, obie ulegają zmianie. I ja się z tym absolutnie zgadzam. Bo to nie będzie zwykła persona, to będzie ktoś kto spowoduje, że uwierzysz w siebie tak po prostu, zwyczajnie.
Zrozumiesz, że życie, które do tej pory prowadziłeś/aś było splotem oczekiwań ludzi wokół Ciebie, a nie tym czego pragniesz. Dasz sobie drugą szansę i słusznie – bo to będzie TA SZANSA.

Nie spieprz tego.

___

W zeszłym roku o tej porze byłam w zupełnie innym punkcie swojego życia niż jestem dzisiaj. Zawodowo stawiałam pierwsze kroki w dużej korporacji, poznawałam świat wilków finansjery, zaczęłam otaczać się innym (nie gorszym, nie lepszym) towarzystwem. Rok dwa tysiące czternasty- piętnasty, był sam w sobie rokiem zmian, destabilizacji, zmian kierunków w życiu.

Pojawiła się też Ona, brunetka w jeansach. Zamieszanie, zmiany – wszystko w jednym. Uciekałam jak głupia, a jednocześnie trzymałam kurczowo za rękę, bo chciałam pokazać to co mam najpiękniejszego – czyli swój świat. Nie było łatwo i do dzisiaj nie jest, bo nie lubię łatwych kobiet, a Ona jest tego świetnym przykładem. Przetrwałyśmy najtrudniejszy okres w którym jedną nogą byłam w przeszłości, a drugą w teraźniejszości. Kobiecie po rozstaniu bardzo ciężko jest wrócić do normalności szczególnie gdy wcześniej trudno było przekonać ją do związku. To tak jakby ta sama książka miałaby być pisana na nowo…od tyłu…do górny nogami. Niemożliwe, a da się. Tylko kobieta ma takie możliwości.

Wróćmy do grudnia 2015.

___

Dobra był listopad O. !- klepnął mnie delikatnie po ramieniu szef i wyszedł z pokoju dla doradców. Uśmiechnęłam się do monitora nie odwracając głowy do nikogo. Sukcesy zawodowe najlepiej świętować w sobie i podchodzić do wyniku jak do niczego nadzwyczajnego, to buduje komfort podczas świetnego miesiąca i zapewnia spokój podczas gorszego. A internet młodego coachingu powiada – „Pracuj po cichu, niech sukces krzyczy za Ciebie”. I ja się z tym zgadzam.
Grudzień w pracy zamknęłam na dobrym poziomie. Nie na najlepszym, ale na dobrym. Nie mogłam pracować dłużej niż dwa tygodnie, ponieważ koło 18- stego wyjeżdżałam do Austrii do rodziny.

Urlop w ostatnim kwartale roku był moją wisienką na torcie. Potrzebowałam tego bardzo mocno.

___

Sylwester 31.12.2015
Linz, Austria

W ostatni dzień roku, zza oknem poprószył śnieg. Przygotowania do Nocy Sylwestrowej były bardzo nerwowe, ale trudno było tego uniknąć, trzy eleganckie kobiety szły do rodziny, a potem na miasto by pożegnać stary rok. Ja, Ciocia oraz Ona czyli Moja Malinka, która sprezentowała mi swój przyjazd do Austrii i towarzyszyła mi w tym ważnym dniu.

Chwilkę przed dwudziestą siedzimy przy okrągłym stole nakrytym specjalnymi przystawkami oraz daniami charakterystycznymi dla tego regionu i popijamy dobre trunki. Jest już nas więcej. Jest mój Tata, jego kobieta, Wujek, Ciocia i kilka innych osób. Dla mnie najważniejsza jest jednak Ona. Nie pokazuje tego, ale wewnętrznie bardzo przeżywam jej pobyt w moich rodzinnych stronach. Jest to dla mnie jak katharsis, a jednocześnie odkrycie bardziej siebie. Pokazując komuś obcemu, a jednocześnie tak bliskiemu swój skarb, emocje, bliską rodzinę, ryzykujemy sporo, ale i od górnie zyskujemy. Nikt nie wie co dalej będzie, z danej chwili możesz wyciągnąć wszystko i nic.
Ja, wrodziłam się bardzo w rodzinę Taty. Jego siostra mogłaby być bez problemu moją Mamą. Łączy mnie z nią nie tylko zachowanie, ale i styl, postrzeganie świata, klasa i nonszalancja. Ciocia pomimo wspaniałej rodziny, sama sobie jest sterem i okrętem. Od kiedy stąpam na tym świecie nie widziałam jej nigdy w spodniach, a od zawsze nosi je w małżeństwie. Pracuje, planuje, wylicza, weekendami gotuje, wygląda, zachwyca, olśniewa, rozwija się. Jest lekarzem. Musi i chce, ale uwierzcie mi, że wszystko robi perfekcyjnie.
Jest dla mnie moim celem i chodzącym przykładem. Chciałabym być taka jak ona.

-Jesteś Skarbie bardzo podobna do Cioci- powiedziała Alex tamtego wieczoru. W środku czułam się dumna. Na zewnątrz podziękowałam. Całą uwagę poświęcałam jej wyglądowi. Biało-czarna sukienka opinała jej szczupłe ciało, ciemne rajstopy dodawały klasy, a delikatne loki opadały na ramiona, zawijane co chwile za ucho by nie wpadały do talerza. Naturalnie, piękna. Bez ingerencji lekarza, igły czy tony makijażu. Chciałam wstać i powiedzieć wszystkim wokół ,że tak ! To moja dziewczyna, moja połówka! Ale nie mogłam…Siedziałam w czarnej długiej sukni, trzymając nogę na nogę, popijałam Tullamore dew z podwójną colą i byłam szczęśliwa. Jest tam ze mną.
Gdy wystrzeliły petardy wszędzie wokół ,miałam łzy w oczach.

 

Ze szczęścia Panie Boże, ze szczęścia…

1456888_634689383243561_9846022_n

Witam w 2016. 

Black obcas

Biała kawa, myśli brudne.

Kilka minut po godzinie trzynastej stoję w białym pomieszczeniu, zwanym w języku korporacyjnym socjalem. Jestem w pracy. Mieszam kawę powoli łyżeczką, dostojnie w prawą stronę, a w pokoju panuje cisza. Koledzy pracują w innych pomieszczeniach, zarząd ma swoje sprawy, a office manager’ka zapewne scroluje portale społecznościowe znanych blogerek poszukując inspiracji co do swojego stroju.
Mam chwile spokoju. To bardzo cenne chwile spokoju, bo pozwalają mi przestać myśleć o pracy i polecieć myślami w zupełnie inną stronę. Na przerwie najczęściej jem bądź dzwonię do swojej kobiety, dzisiaj jednak zrobiłam wyjątek i delektowałam się ciszą.
Stoję wyprostowana w „małej czarnej”, w lekko prześwitujących rajstopach,  przodem do szafek ,uginając jedną nogę do przodu tym samym dając odetchnąć trochę swoim stopą w obcasach. Każda kobieta spędzającą w tygodniu więcej niż 8 h w szpilkach wie o czym mówię. Wchodzi Janusz- nie wyglądający jak osoba pracująca w finansach, wręcz przeciwnie, raczej jak taksówkarz z gorszej korporacji. Zagaduje mnie, a ja patrząc na niego zastanawiam się jakie szczęście miał trafiając na kobietę, która utrzymuje jego dom rodzinny w ryzach. Dam sobie rękę uciąć,że to żona nosi spodnie w domu, a on je tylko zakłada do pracy. Przynajmniej na takiego faceta wygląda- co więcej mówi niż w rzeczywistości robi. Nie lubię takich, ale jako człowieka go szanuje.
Janusz przekazał to co chciał w niespełna trzy minuty i wyszedł zostawiwszy mnie samą, powróciłam do swoich myśli.

Bardzo ważne jest oby każdy dzień rozpoczynać we właściwych ramionach i kończyć na prawidłowych ustach. Praca, owszem jest bardzo ważna. W pracy spędzamy około 60% naszego życia, reszta to co przed i po, ale właśnie to „przed” i „po” tworzy nasz żywot jedynym w swoim rodzaju. Najszczęśliwszy ten kto dzień zaczyna u boku miłości, a jeszcze szczęśliwszy ten kto na to czeka.

Pieprzy mi się trochę w życiu rodzinnym. W głowie miesza mi się od dziwnych myśli. Mówię to co nie chce mówić, robię to co robić muszę. Nie wiem gdzie początek, gdzie koniec. Szukam na siłę rozwiązana na problemy których uniknąć się nie da. Zakładam maskę, a rozwala mnie od środka. Daj mi boże siłę, bo na wiarę chyba już za późno.

Wracam do pracy. Tak będzie najlepiej.

Oliwkaa

I gdyby mój weekend był muzyką(…)Ty byłabyś zadziorną chrypką tego głosu.

I gdyby mój weekend był formą na ciasto,
to Ty byłabyś gęstą czekoladą, która go wypełniła.
Taką gęstą z nutką goryczy i posmakiem chili na końcu…

I gdyby mój weekend był muzyką, to byłaby to piosenka
chwytająca za serca z damskim wokalem , a Ty byłabyś
zadziorną chrypką tego głosu. 

Moje dwa dni uwolnione od żmudnej codzienności,
nie były ani formą na ciasto ani piosenką, 

były Tobą.

Od początku do końca.

28.03.2015

Znana ,ale spokojniejsza dzielnica Warszawy, po drugiej strony Wisły. Sobota.

Wchodzimy do zamkniętego osiedla z Panią od nieruchomości , typowo wyglądającą jak na swój zawód. Powściągliwą, roztrzepaną ,ale wciąż starająca się zachować odpowiednią co do wykonywanej funkcji postawę. Nowoczesny apartamentowiec w którym czuć jeszcze było zapach farby zabrał nas na siódme piętro. Pokój 351.
Weszłyśmy do środka , rozejrzałyśmy się i nic więcej nie trzeba było komentować. Dwu poziomowy apartament był tak jak na zdjęciu – prześliczny. Kilka formalności z agentką ,dwa podpisy , zapłata i na dwa dni stał się naszą własnością. Ja i dziewczyna z ogłoszenia.

Przebywając z jedną osobą sam na sam, po za klubem, miastem , bez towarzystwa, możesz dostrzec więcej niż Ci się wydawało. Nie rozprasza Cię otoczenie ani nie masz sprzyjających warunków do zakładania maski, masz wybór pomiędzy byciem sobą, a staraniem się o bycie sobą. Ja tamtego wieczoru starałam się być sobą gdyż najzwyczajniej w świecie krępacja wynikająca z braku całkowitego poznania drugiej osoby, wzięła górę. Jednak mimo wszystko te szczegóły , które zaobserwowałam potwierdziły wiele moich domysłów co do nowej osoby. Mam tzw. złoty strzał jeśli chodzi o wybór osób ,moja strzała zainteresowania zawsze wbija się w odpowiednią klatkę piersiową…

Biała pościel, Ty na niej , ja obok Ciebie.
Kobieta nigdzie tak dobrze nie wygląda jak na tle białej pościeli . Światło świec rozstawionych po całym mieszkaniu rzuca delikatny cień na jej ramiona, a ciemne ściany podają nam intymność jak na tacy.
Jest na mnie ,w ciemnej bokserce, a ja w środku przeżywam każdy jej ruch. Patrzę na jej ciało i zastanawiam się co nosi w sobie ten piękny umysł.

Nie potrzeba chwili abyśmy zdjęły zbędny bagaż ubrań i wplątały się w siebie niczym zgłodniałe uczuć.Jedna ręka w jej burzy brązowych włosów mocniej ściskająca każdy kosmyk, a druga na biodrach wpijająca się w skórę brzucha. Powolny oddech przeciskający się między ustami jak gdyby chciał skraść niewinność tych chwil. Czuje jej puls, jej rytm, ją, a tak niewiele się dotychczas wydarzyło. Trzymam jej twarz blisko siebie , przekręcam zdecydowanie ciało i mam już całe pod sobą. Tak jak najbardziej lubię. Odpinam stanik patrząc głęboko w oczy i widzę po spojrzeniu,że o coś chodzi. Że zablokowany jest jakiś element. Nie jest to nagość, nie intymność chwili, nie zły moment, a pewność. Pewność ,że to co robię jest tylko dla Niej. I z każdym głębszym pocałunkiem i dodatkiem chwili czuję jak ciepło naszych ciał scala się ze sobą. Zjadam ją kawałek po kawałku….jęk po jęku…. a brunetka nosząca piękno ciało z niebanalną urodą staje się kimś więcej niż nową znajomością.

 Mam Cię Kotku. Ty masz mnie. 

I Bóg mi świadkiem,że najpiękniejsze dni naszego życia to najczęściej noc.

 

 

Prywatna galeria.

Prywatna galeria.

 

Oliwka2

Prywatna galeria.

Pupa sexy

Wiesz gdzie jej szukać?!

Uwaga ! Z dniem dzisiejszym przyszła na świat młodsza siostra mojego kochanego Bloga, córka o imieniu – Stronka. 
Stronka jest malutka (proszę o wyrozumiałość), ale mam nadzieję,że z każdym dniem będzie dorastać aż osiągnie status „dorosłej strony”. Córka moja ułatwi mi bliższy kontakt z Wami!  Co najważniejsze moje spontaniczne myśli będą w stanie dotrzeć do was jeszcze ciepłe. 

Oczywiście z synka zwanego blogiem nie śmiem zdejmować obowiązków notek…nadal będzie on filarem rodziny milagrowskich. Nie chciałabym was zaniedbywać, a nie ukrywam,że od czasu powstania bloga jest was co raz więcej co jest dla mnie perfekcyjną nagrodą. 

Zapraszam na 


http://www.facebook.com/warszawskieobcasy?fref=ts

Z czułością , Milagro.

Smoke

Wiersz pisany nocą.

W późnego lata czeluściach
stałam niespokojna.
Z drżącą dłonią, zimną,
ustami wilgotnymi.

Przyszłam do ciebie naga,
wypluta z codzienności,
lżejsza o kilogram miłości.

Oczy moje zielone
jak liście jesieni
powiedziały Twoim jak
bardzo błądzą.

Ręce grzeszne wstydliwie przywarły
do materiału Twojego ciała
chcąc rozpruć go na nowo.
Troski me na Twoich piersiach
zostawione. Przez nie płonę.

Płonę z emocji.

Zdejmij ze mnie ból, wygryź ze mnie smutek.
Żar serca polej chłodną nocą.

A ja będę tu.

W późnego lata czeluściach
byłam sobą.

Sun

Podróż do słońca mego spojrzenia.

Wróciłam.

Wróciłam z alpejskich gór, które mogłam podziwiać każdego ranka budząc się w posiadłości mojej rodziny. Austria jest piękna, zawsze była,zwłaszcza ta oddalona od zgiełku miasta gdzie góry jak z pocztówki są tłem każdego gospodarstwa.

Kocham podróże, długie trasy, ale to nie te czynniki co roku przyciągają mnie w to samo miejsce. To moja rodzina, dosyć bliska, która żyje 1000 km ode mnie, która w każde odwiedziny utwierdza mnie w przekonaniu, że jest bliższa niż mi się wydaje. W Austrii mam Ojca (zresztą już o tym wspominałam) i Ciocię wraz z rodziną. To oni są powodem mych przyjazdów z roku na rok.

W tym roku „wypad”,bo tak trzeba nazwać sześciodniowy wyjazd na taką odległość z porównaniem z zeszłego roku gdzie wyjechałam na trzy tygodnie -wyglądał inaczej. Miałam szczególną potrzebę dzielenia kilometrów, pomnożenia wspomnień, dodawania przygód i odjęcia zmartwień z drugą osobą. Zaproponowałam wycieczkę Ani, która zgodziła się bez wahania. Nie była zza granicą długi czas, więc tym bardziej mogłam jej sprawić tym przyjemność. Biorąc na siebie sporą odpowiedzialność, zrobiłam strzał w dziesiątkę. Nie zawiodła mnie w żadnym stopniu, a moje opowieści o specyfice tego miejsca, a przede wszystkim majętności rodziny w jej oczach stały się prawdą.Nie wyobrażam sobie spędzić tak intymnego urlopu z osobą obcą dla mnie mentalnie. Byłby to scenariusz nierealny. Dziewczyny zawsze dzielimy na te, które przedstawimy Mamie i te, które nigdy nie poznają naszych rodziców, podobnie zresztą z facetami,chociaż oni powinni być jak nasi ojcowie (zakładając,że i ich się nie wstydzimy).Tą selekcje stosuje nie tylko w przypadku partnerek, ale i osób takich jak Ania, zawsze ważnych. I to się liczy. Chodź o swobodę i dystans w naszej relacji walczyłam długo i uciążliwie to otrzymałam ją tuż po przekroczeniu pierwszego kilometra.

Telefon wyłączony. Internet niepotrzebny. Tylko Ty i pożądanie odkrywanie nieznanego – za to ubóstwiam podróże.

 

Bagaż

 

DSC_3716

Dinner

 

 

_________________________________

Gdy byłam mała prawie co tydzień na cały weekend jeździłam do Mojej Ukochanej Babci. Związku z tym,że była kobietą pracującą zawodowo (prawie zawsze odkąd pamiętam), spotkania w tygodniu były rzadkie chyba,że Tata nas przywoził do jej gabinetu. Była lekarzem protetykiem, medycyna i stomatologia to był jej konik. W Warszawie miała trzy pracownie.

Pamiętam,że kiedy ją odwiedzałam w gabinecie to od razu szłam cichutko na zaplecze obserwować jak pracuję. Wdrapywałam się na krzesło w swoich sukieneczkach i myszkowałam w szafkach robiąc przy tym niemiłosiernie dużo hałasu. Zdarzało się czasem,że jakiś pacjent również tam wszedł by podziękować osobiście za wykonaną usługę Babci czy też jej asystentkom. Rozpierała mnie wtedy  duma,że to akurat mojej Babci ktoś mówi miłe słowa.

Chciałam być taka jak ona. Interesuję się medycyną jednak to było za mało dla mnie by pójść w tym kierunku. Tylko w krytycznych sytuacjach gdy widzę krew stoję sztywno na nogach, w pozostałych mdleję. Taka cecha wyklucza biały fartuch absolutnie. Obiecałam Babci jednak,że jaki zawód nie osiągnę, będzie miała powód do dumy. Każdy z nas czasem rani chcący lub niechcący drugą osobę. Ale ja z czystym sumieniem mogę powiedzieć,że Babcia mnie nigdy nie zraniła. Nigdy na siłę nie wpychała jedzenia, nie drażniła, nie krytykowała. Była sprawiedliwa, wyrozumiała, opiekuńcza. Zawsze elegancka i z klasą.To jej ręce zaraz po urodzeniu trzymały mnie jako drugie. To ja byłam jej pierwszą wnuczką. Mnie nazywała swoją księżniczką.

Dziś Babcia dużo zapomina. Przez nawrót choroby czuje się co raz gorzej. Serce mi się ściska gdy z roku na rok widzę ją w gorszym stanie. Oddałabym kawałek swego życia by tylko zdjąć ciężar bólu jaki musi znosić każdego dnia. Boje się niesamowicie,że pewnego roku gdy pojadę do Austrii i wejdę do jej pokoju zastanę puste łóżko.Tak bardzo tego nie chce Panie Boże, tak bardzo nie chce….