Archiwa tagu: codzienność

Girl wild

Raz jestem. Dwa będę. Trzy, a Ty?

Nigdy nie byłam do końca „normalna”. Nigdy nie mogłabym być z normalną osobą. Nauczyłam się kochać tylko mocne emocje, nauczyłam się pić tylko te mocne trunki. Nie schodzę niżej.

Dlatego.

Jestem.

Tu.

Gdzie jestem.

Napijemy się ?

Ok. Nie było mnie trochę. Bardzo duże „trochę”, ale żyłam, żyłam bardzo mocno. Jak każdy z Was mam swoje obowiązki, jak każdy z Was wracam w domu po godzinie 18-stej z jedynym marzeniem szybkiego powrotu do łóżka. Ale nie zapomniałam o Was. Co trzeci dzień wchodziłam na bloga by sprawdzić czy wszystko w porządku.

Niestety kocham pisać, jeszcze bardziej niż kocham mówić. Musicie mnie znieść.

Chociaż i ja

ledwo

siebie

znoszę.

:)

Black obcas

Biała kawa, myśli brudne.

Kilka minut po godzinie trzynastej stoję w białym pomieszczeniu, zwanym w języku korporacyjnym socjalem. Jestem w pracy. Mieszam kawę powoli łyżeczką, dostojnie w prawą stronę, a w pokoju panuje cisza. Koledzy pracują w innych pomieszczeniach, zarząd ma swoje sprawy, a office manager’ka zapewne scroluje portale społecznościowe znanych blogerek poszukując inspiracji co do swojego stroju.
Mam chwile spokoju. To bardzo cenne chwile spokoju, bo pozwalają mi przestać myśleć o pracy i polecieć myślami w zupełnie inną stronę. Na przerwie najczęściej jem bądź dzwonię do swojej kobiety, dzisiaj jednak zrobiłam wyjątek i delektowałam się ciszą.
Stoję wyprostowana w „małej czarnej”, w lekko prześwitujących rajstopach,  przodem do szafek ,uginając jedną nogę do przodu tym samym dając odetchnąć trochę swoim stopą w obcasach. Każda kobieta spędzającą w tygodniu więcej niż 8 h w szpilkach wie o czym mówię. Wchodzi Janusz- nie wyglądający jak osoba pracująca w finansach, wręcz przeciwnie, raczej jak taksówkarz z gorszej korporacji. Zagaduje mnie, a ja patrząc na niego zastanawiam się jakie szczęście miał trafiając na kobietę, która utrzymuje jego dom rodzinny w ryzach. Dam sobie rękę uciąć,że to żona nosi spodnie w domu, a on je tylko zakłada do pracy. Przynajmniej na takiego faceta wygląda- co więcej mówi niż w rzeczywistości robi. Nie lubię takich, ale jako człowieka go szanuje.
Janusz przekazał to co chciał w niespełna trzy minuty i wyszedł zostawiwszy mnie samą, powróciłam do swoich myśli.

Bardzo ważne jest oby każdy dzień rozpoczynać we właściwych ramionach i kończyć na prawidłowych ustach. Praca, owszem jest bardzo ważna. W pracy spędzamy około 60% naszego życia, reszta to co przed i po, ale właśnie to „przed” i „po” tworzy nasz żywot jedynym w swoim rodzaju. Najszczęśliwszy ten kto dzień zaczyna u boku miłości, a jeszcze szczęśliwszy ten kto na to czeka.

Pieprzy mi się trochę w życiu rodzinnym. W głowie miesza mi się od dziwnych myśli. Mówię to co nie chce mówić, robię to co robić muszę. Nie wiem gdzie początek, gdzie koniec. Szukam na siłę rozwiązana na problemy których uniknąć się nie da. Zakładam maskę, a rozwala mnie od środka. Daj mi boże siłę, bo na wiarę chyba już za późno.

Wracam do pracy. Tak będzie najlepiej.

K z w

Naprawdę na dużo mnie stać.

Leżymy w tym łóżku,a ja nie chce odejść.
Doskonałość jej twarzy powoduje,że chce się
w niej zanurzyć. Piękna i niewinna.
Nie chce czekać, uwielbiam Ciebie taką niespodziewaną.
Twoje oczy takie smutne
przyjęły mnie nieskromnie i nim usnę chce Cię mieć na sobie.
Rozbroiłaś mnie na małe tysiąc kawałków.
I ja wcale tego nie chciałam.
Wcale o to nie prosiłam,ale
gdy Ty teraz leżysz obok mnie naga, w oczach z czułością, a
w dłoniach z oddaniem, wiem,że niczego bardziej nie pragnę na dany moment niż podarować Ci cały świat.
Jeśli zażyczysz sobie gwiazdy, to przeskoczę przez płot do sąsiada by mu je skraść.
Jeśli zapragniesz księżyca, to ukradnę linę Bruce’owi wszechmogącemu i przyciągnę go do Ciebie.
Zawołasz mnie o światło, to podpalę dla Ciebie miasto byś je ujrzała.
Krzykniesz o wiatr, będę za nim ganiać, a prosząc o wodę wrzucę Cię w ocean namiętności.
Kochanie jesteś tego warta.

Jak śpiewał Rojek naprawdę na dużo mnie stać. I chociaż imię twe niczym świeży letni owoc, widnieje w mych wpisach, to Malinka ma wiele innych smaków…

Na zegarku 2:31, emocje nie chcą spać i nie powinny czekać.

Zaryzykowałam, a teraz idę po zwycięstwo…

CDN.

 

Women

Złota kredka.

„Bo zastanów się,masz darmową złota kredkę, którą malujesz sobie świat, jak chcesz, i nie musisz się niczym przejmować za bardzo. I przychodzi kolega z koleżanką, i mówią, weź, Stefan, już odłóż tę kredkę,bo przecież nie jest wszystko złote i nie wszystko złoto, co się świeci, pobądź trochę z nami w świecie black & white.
Nawet jeśli lubisz kolegę z koleżanką, lubisz bardzo, to jednak rezygnacja ze złotej kredki jest jakiś kretyństwem, nie uważasz ?

(…)
I pewnego dnia budzisz się, a dookoła nie ma nic. I wtedy może coś ci zacznie świtać.

Ale ja nie wiem, nie znam się. Mogę mówić tylko za siebie”.
 Małgorzata Halber „Najgorszy człowiek na świecie”

I ja obudziłam się. Wtedy tamtego dnia, po tamtym felernym wieczorze. Czternastego lutego kiedy odeszłam po raz dwieście pięćdziesiąty raz od mojej dziewczyny. Tym razem drzwi zostały zamknięte, a ja tak leżałam.

Leżałam rano i czułam się źle. Nie bardzo źle, ale źle. Telefon służbowy leżał na biurku, papiery ze studiów przewalały się po łóżku sypialnianym , a papierowe torby Wólczanki tworzyły chaos memu pieprzonemu idealnemu światu. Szczęścia niestety nie kupisz, nie wypracujesz, ani nie zdobędziesz na jednej z lepszych uczelni. Nie da Ci go Mama. Nie da Ci go Tata. Przyjaciółka też raczej poskąpi. Po szczęście musisz pójść sam i nie ważne czy będziesz pracownikiem miesiąca w korpo czy pomocnikiem mechanika -należy Ci się w takiej samej mierze.

Moje szczęście zostało umieszczone na półce z podpisem życie towarzyskie w szczelnie zamkniętym słoiku zatytułowanym -emocje. Tam gdzie są emocje jestem ja, a tam gdzie jestem ja są emocje. Oczywiście na półce z życiem zawodowym też są trunki, które interesowały mnie od zawsze i dawały szczęście, nawet poprzez zaczerpnięcie małego łyka. Ale to nie kopało jak tam to wyżej. I tak jakby detoks był mniej boleśniejszy.

Tamtego ranka byłam właśnie na detoksie. Obiecałam przecież każdemu,że już się uspokoję, że nie będę. Widziałam wzrok tych obecnych dziewczyn moich byłych, które poznając mnie w oczach miały przerażenie -że zaraz znów coś, że zaraz nie będzie spokoju. Musiałam zdystansować. Zdystansować na tyle by zabronić sobie pewnych zachowań. Stabilność, spokój czyli rutyna ble. I tak wytrwałam przez 7 miesięcy. Nawet sama się sobie dziwiłam ,że potrafię. Zero portali, zero towarzystwa branżowego. I się oczyściłam i potraciłam niektóre kontakty,a wiele nowych zyskałam. I w sumie wyszło mi to na dobre. I gdy tak właśnie leżałam przez godzinę w swoim łóżku, a w tle leciała poranna telewizja , a w głowie świtały wieczorne słowa czułam,że nastąpiła zmiana w moim życiu. Wstałam, zjadłam śniadanie, poszłam biegać . Dobiegłam do mostu Gdańskiego łapiąc zadyszkę. Rozciągnęłam się, złapałam dwa porządne wdechy i powędrowałam wzrokiem daleko przed siebie opierając się o barierki.

Myślę,że w życiu tak już jest,że jeśli upadniesz to albo będziesz dalej leżał albo wstaniesz ze wzmożoną siłą. I chyba nie ma możliwości zatrzymania w miejscu takiej osoby jaką jestem ja. Możesz spróbować złapać mnie za rękę i zaprowadzić do złotej klatki, nim się jednak obejrzysz zabraknie i mnie i klatki.  

I uśmiechnęłam się na samą myśl o tym co było w moim w życiu, a jednocześnie o tym co może w nim być. I jak wygłodniały wilk, spragniony sprinter, wytrzeźwiały alkoholik myślałam o mojej złotej kredce. Skoro jest pusty żołądek, pusta butelka i niepełny kieliszek to nie pozostało nic innego jak zatemperowanie kredki i wypełnienie brakującego elementu na nowo.

„Nareszcie…”-westchnęłam nie zdejmując z twarzy uśmiechu.

Jednak musiała zostać spełniona jedna rzecz. Jak to mówią ludzie banalnie -”Co było,a nie jest nie pisze w rejestr”.
I z dużą dawką niedosytu musiałam odłączyć się od tego co było za mną, by połączyć z tym co będzie.

Kobiety lubią zmiany, a zwłaszcza ja, kobiety szukają zmian, a zwłaszcza ja. I choć kolacja z eks to nic złego, a najlepsi przyjaciele to tylko Ci długoterminowi to musisz zostawić to co było by przyjąć z pełnym zaangażowaniem to co będzie.

I ja przyjęłam.

Wróciłam na ten sam tor jazdy,ale w lepszym już aucie z mocniejszym silnikiem. Od tamtego wieczoru zaczęło być inaczej.

Teraz jest inaczej…;).

Tattoo

Blady świt w mym sercu.

Ostatnio jadąc do pracy drugą warszawską linią metra doszłam do wniosku,że jedną z największych tragedii dla mnie byłoby życie w związku u boku osoby, której nie kocham. Niemożność bycia z drugą połówką,tą właściwą, wypaliłaby mnie najbardziej.

Wyobraź sobie te zakłamane wiadomości w których utwierdzasz,że kochasz,tęsknisz, a w wolnej chwili tylko przypominasz sobie o Niej. Wyobraź sobie tą nieposkromioną ciekawość usłyszenia co u Niej i zaspakajania to błahym śledzeniem profilu na Facebooku. Wspominanie jej osoby obecnej partnerce/partnerowi i gryzienie się w język, bo przecież nie wypada,bo przecież ona/on Jej nienawidzi. Ta burza emocji wylana do cudzych ust. Taka osoba, która jest przy Tobie nigdy nie będzie miała całkowitego dostępu do Ciebie, bo prawdziwy element Ciebie został u Niej.

W sytuacji, której kochamy swoją byłą ,a nie jesteśmy z nią z jakiegoś powodu powoduje,że stajemy się emocjonalnie niespełnieni. Szukamy wiadra, które wypełnimy uczuciami. To obrzydliwe, bo ranimy przy tym szereg niewinnych osób chcąc załatać podartą dziurę byle jakim materiałem. A los bywa okrutny i czasem dokłada cegły do tego widowiska i pojawia się dziecko bądź wspólne mieszkanie i co wtedy ? Nie ma odwrotu. Egzystujesz z nim, ale w głowie żyjesz z Nią. Mijają dni, miesiące, lata i wszystko przemija ,aż pewnego jesiennego wieczoru odprowadzając dziecko na lekcje języka francuskiego spotykasz znajomą twarz. Odwracasz się i zagadujesz. Okazuje się,że to Ona ta, która przewróciła Twoje życie do góry nogami. Nadal piękna z inteligentnym wyrazem twarzy. Pyta : - To Twoje ?  Ty kiwasz głową i karzesz przywitać się dziecku – Przywitaj się grzecznie Małgosiu. I uśmiechasz się ,a w głowie zadajesz sobie pytanie co by było gdyby? Gdybym odważyła się wziąć los w swoje ręce, gdybym zawalczyła i schowała dumę głębiej niż uprzedzenia. I wtedy robisz bilans zysków i strat. Zamyślasz się i z uprzejmości pytasz -A co u Ciebie ?  Chociaż wcale nie chcesz wiedzieć. I wtedy Ona pokazuje Ci zdjęcia swojej dziewczyny w wspólnym mieszkaniu, szczerze się przy tym uśmiechając , tryskając szczęściem. A Ciebie boli, bo tak bardzo chciałabyś być na jej miejscu. I żegnacie się, a Ty w głowie wciąż myślisz „co by było gdyby..”.

W moim życiu nie ma miejsca na co by było gdyby, ale wiem, że czasem nie mamy wyboru ,bo Ona odchodzi zostawiając nas z niedopowiedzeniami i otwartymi drzwiami.

I zabawne jest to,że piszę o tym z pozycji osoby przeważnie odchodzącej od ludzi. Tyle,że odchodzenie dla mnie ma sens. W związkach nie chodzi o to by trwać przy sobie , ale o to by podążać za sobą. Podążać jak w szaleńczej pogoni.

 

>>>Dostałam od was prywatnie, mnóstwo wiadomości pocieszających, miłych i tych stawiających moją osobę do pionu ;). To szalenie miłe. Uogólniając, mniej więcej w każdej wiadomości było zawarte pytanie „Jak się trzymam ?”.

Skłamałabym pisząc,że leże załamana, odpuściłam pracę i właśnie kończę kolejne pudełko lodów. Nie. Ja tak nie przeżywam żadnej tragedii, ja ją chowam w siebie.
Wszystko jest dobrze,ale czuje się jak na odwyku. Nie mogę czuć, nie potrafię nie czuć. Nie mogę zapomnieć, nie mogę nie zapomnieć. I nie pomagają tutaj nowe najlepsze kosmetyki ani masa ubrań, bo w środku czuję się wciąż stara. Stara na Twoją miłość, która zasklepiła się we mnie na zawsze. I nikt nie chce mi wytłumaczyć „czemu ze wszystkich pragnień na świecie wybrałam Ciebie „, bo ja tylko na to odpowiedzi poszukuje.
Wciąż nie wiem gdzie leży sekret tych bladych ust i ciepła skroni. Tej wyjątkowości , która tak na mnie działała.

I bałam się, cholernie bałam,że wrócę do swej frywolności sprzed trzech lat. Na szczęście to nie nastąpiło.

Teraz stoję mocniej niż mogłoby się wydawać.

Jestem godzina 9.00, a ja przechodzę przez pasy w centrum miasta, ubrana w czarny damski garnitur. Słońce odbija mi się w ray’banach, a beżowy płaszczyk chroni jeszcze od zimowego chłodu.

Kocham wiosnę prawie tak mocno jak pocałunki.

Na pewne rzeczy w życiu warto czekać latami albo przebudzić się dużo wcześniej i samemu po nie sięgnąć. Wybór zawsze należy do  nas.

Dwie

Pokolenie tchórzów.

Mówisz,że jesteś odważna, więc czy kiedykolwiek usłyszałaś „kocham cię” od osoby, której tego samego nie mogłaś odpowiedzieć? I jaka była Twoja reakcja ? Tylko na milczenie było Cię stać.
A może stałaś po drugiej stronie barykady i był/a w Twym życiu  mężczyzna/kobieta, ktoś do kogo czułaś więcej niż mówiłaś, więcej niż powinnaś? Nie powiedziałaś o swoim uczuciu, nie powiedziałaś o tej słabości. Przegrałabyś wtedy z impetem grę pozorów. Pragnęłaś jak mało kto, ale milczałaś jak każdy. Nie zaryzykowałaś i być może straciłaś coś na co w głębi duszy sama zapracowałaś, a bałaś się tylko po to sięgnąć.

A w towarzystwie jesteś niezależną siebie singielką czy może kobietą, która nie wie czego chce? Oczywiście, w Twoim życiu mogło potoczyć się różnie i nikt nie zna Twojej historii, ale jestem pewna w 99 %,że uszyjesz do siebie wygodną historię w której będziesz „ładnie wyglądać” i nikomu nie powiesz całkowitej prawdy. Ukryjesz swą nagość emocjonalną.
Jesteś dumną kobietą, nie możesz. Nie wolno. 

Ile razy popełniałaś błąd, a cholerna pani duma upierała się obyś stała twardo przy swoim i broniła swoich racji ? Nie miałaś racji, ale nie mogłaś odpuścić.

My młodzi uważamy,że przejawem odwagi jest pójście na imprezę w weekend wolny od pracy,zakrapiany drogim alkoholem z domieszką białego nosku. Jak to napisała moja koleżanka z pracy na facebook’u :
„Nie warto marnować życia na słabych facetów i kiepskie narkotyki „

Notabene dobra z niej dziewczyna, lubię ją. Martwi mnie tylko sposób myślenia 23-latki, ale co ja mogę wiedzieć skoro nie miałam niczego psychodelicznego w ustach. Nie znam się.

My młodzi uważamy się za bohaterów, a gdy przychodzi co do czego płaczemy w poduszkę mając pretensje do całego świata. Bronimy swoich cnót, wyznając zupełnie inne wartości niż dzisiejsze pokolenie. Ja jestem dzieckiem lat dziewięćdziesiątych i mogę śmiało powiedzieć,że nasze wartości podciągają się pod te wyznawane przez wcześniejsze pokolenia. Urodziliśmy się w czasach jeszcze niezepsutych.

Za to teraz psujemy się sami.

Uczymy się odwagi z marnym skutkiem.